Elity z PRL u

Numer 741 - 18.02.2014Publicystyka

W tej diagnozie nie chodzi nawet o to, czy osoby z elit PRL-owskich zastąpiły elity stare, i czy stare elity zostały wymordowane, czy tylko zdegradowane. Chodzi o to, że po zamieszaniu lat 1989–1993 u władzy znów jest „aparat”.
W dyskusjach o przechodzeniu elit jednego ustroju do drugiego popełniamy często podstawowy błąd w myśleniu o strukturze społeczeństwa. Błąd ten polega na tym, że ludzie wyobrażają sobie społeczeństwo jak stos nieruchomych kamieni albo lepiej jeszcze – jak stóg siana. To, co jest na wierzchu, grzeje się w słońcu, a co jest na spodzie – gnije. Co jakiś czas przychodzi człowiek z widłami, zbiera trochę z wierzchu i wynosi do obory, odsłaniając warstwy niższe, a czasami przewraca wszystko, żeby teraz leżało inaczej i wyschło po równo. Stóg sam z siebie ani drgnie. To, co na wierzchu, odpowiada oczywiście elitom społeczeństwa, a to, co w środku, warstwom średnim – według tej perspektywy społeczeństwo jest stabilne, a jedynie interwencja zewnętrznych czynników powoduje jego przemieszanie.
Tymczasem społeczeństwo przypomina raczej kocioł wrzącej zupy, w którym wszystko wciąż się miesza i kotłuje. Zewnętrzne interwencje trochę zwiększają to mieszanie jak chochla kucharza, ale nie zmieniają zasadniczego porządku rzeczy. Z tej perspektywy badanie obecnej struktury społeczeństwa nie jest wcale ciekawe – ona i tak się zmieni. Ciekawe jest badanie, jak ona się zmienia – co sprawia, że niektórym udaje się utrzymać na wierzchu, oraz co powoduje, że jednym uda się wypłynąć na powierzchnię, a inni pozostają na dnie.
Następcy posłów Sejmu Wielkiego
Zobaczmy, jak to mieszanie elit wyglądało w polskiej polityce ostatnich stu lat. II RP od początku była państwem demokratycznym. Dekret Naczelnika Państwa z 28 listopada 1918 r. głosił: „Wyborcą do Sejmu jest każdy obywatel państwa bez różnicy płci, który do dnia ogłoszenia wyborów ukończył 21 lat”. Podobnie było w wypadku Senatu oraz możliwości kandydowania do nich. W rezultacie spośród 2050 osób, które zasiadały w przedwojennym parlamencie (Sejmie i Senacie) II RP, tylko 72 miało przodka wśród 491 posłów i senatorów Sejmu Czteroletniego, ostatniego swobodnie wybranego parlamentu I RP. Kolejne 42 osoby można dodać, gdy doliczymy tych, dla których parlamentarzysta Sejmu Wielkiego był praprastryjem lub praprawujem, bo są potomkami jego brata czy siostry. W takim wypadku za potomków elity przedrozbiorowej możemy uznać 114 spośród 2050 parlamentarzystów II RP, czyli 5,6 proc. Zatem 94,4 proc. to „ludzie nowi”. Spora część z tej „nowej elity”, która pojawiła się w parlamencie po 127 latach, jakie minęły od przegranej wojny 1792 r. do wolnych wyborów w 1919 r., pochodziła z szerszych warstw inteligencji i łączyła się z elitą starą. Kolejnych 64 parlamentarzystów II RP ożeniło się z potomkami Sejmu Wielkiego lub zrobiły to ich dzieci. Dalsze koligacje udało się wychwycić u jeszcze 297 z nich, co sprawia, że łącznie u 23 proc. parlamentarzystów II RP udało mi się ustalić powiązania z elitami I RP. Taki mniej więcej odsetek utrzymywał się przez cały okres II RP. Najwyższe wyniki miał parlament z wyborów 1935 r. (po uchwaleniu nowej konstytucji): wtedy aż 10,7 proc. posłów i 16,2 proc



zawartość zablokowana

Autor: Marek Jerzy Minakowski


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się