Historia marnowanej szansy

Numer 851 - 01.07.2014Publicystyka

Od 25 lat prowadzę badania nad metanem. Pełniąc funkcję głównego geologa kraju w latach 2005–2007, opracowałem strategie, znalazłem inwestorów i wydałem pierwsze koncesje na poszukiwania gazu i ropy w łupkach (Polska była tuż za USA i Kanadą, gdzie przemysł łupkowy wtedy zaledwie raczkował, a jednocześnie minimum cztery lata przed innymi krajami). Niestety, ostatecznie straciliśmy premię za pierwszeństwo.
Gaz łupkowy to metan – węglowodór, a ropa łupkowa to ciekłe węglowodory zawarte w skałach osadowych zwanych łupkami. Skały te są drobnym osadem morza sprzed kilkuset milionów lat i zawierają do kilku procent materii organicznej (obumarły plankton). Materia ta „wypociła” z siebie węglowodory, których część pozostała w łupku. Ze względu na duże rozproszenie gazu i ropy w skale przy eksploatacji stosuje się metody szczelinowania (kruszenia) z zastosowaniem płynów uwalniających węglowodory do otworów wiertniczych. Mimo że jest ich w skale mało, to ilość tego typu łupków w Polsce jest na tyle duża, że węglowodory te stanowią jedne z największych złóż w Europie.
Koncesyjny chaos
W mojej strategii całe koszty i całe ryzyko inwestycyjne przerzucone były na inwestorów zagranicznych, a 90 proc. koncesji nadal było w rękach skarbu państwa (wstrzymałem ich wydawanie). Po zmianie rządu moje projekty ustaw, przygotowania organizacyjne – w tym know-how – zostały odrzucone, a wszystkie koncesje wydane na tych samych lub relatywnie gorszych zasadach, niż to było zrobione w 2007 r., gdy ryzyko inwestycyjne było największe. Państwo utraciło kontrolę nad handlem koncesjami i w wielu wypadkach nie ma nawet pewności, kto faktycznie je posiada. Takie wydanie wszystkich koncesji ustawiło Polskę na pozycji przegranej – utraciliśmy marchewkę (w postaci następnych koncesji), a jeszcze nie mieliśmy i nie mamy kija (w postaci silnej pozycji organizacyjno-prawnej państwa).
W praktyce zablokowało to poszukiwania, podnosząc ryzyko inwestycyjne ponad granice akceptacji przemysłu. Po 2010 r. inne państwa też zaczęły wydawać koncesje, stąd m.in. wycofywanie się kluczowych firm. Ciężar poszukiwań rząd przeniósł na firmy z udziałem skarbu państwa, co było i jest poza ich realnymi możliwościami ze względu na koszty i ryzyko. Ostatecznie Polska otrzymała za wszystkie koncesje (1/3 terytorium Polski) ok. 40 mln zł, mimo że rynek pośrednio wycenił je (w latach 2009–2011) na od kilkudziesięciu do kilkuset milionów złotych za jedną (wydano ich 116). Podobne koncesje w USA kosztują kilkadziesiąt tysięcy dolarów za hektar, bo ryzyko jest pięciokrotnie mniejsze. Dzisiejsze zawirowania jeszcze bardziej podnoszą ryzyko, co sprzyja spekulacji.
Niestety, podobnie postąpiono z koncesjami na miedź, srebro i inne cenne metale (ok. 95 proc. powierzchni koncesyjnej na metale jest w rękach obcego kapitału). Polska posiada ponad 80 proc. zasobów węgla kamiennego UE i kilkanaście procent zasobów węgla brunatnego – i tu koncesje są wydane w sposób nieprzemyślany, a importujemy ok. 20 proc. zużywanego w kraju węgla kamiennego.
Znaczenie profilu surowcowego
Przy obecnym stanie organizacyjno-prawnym bardzo źle oceniam również przejmowanie udziałów na koncesjach konwencjonalnych złóż ropy, gazu, a także węgla. Na domiar złego dwa rządowe projekty ustaw, których przygotowanie trwało siedem lat, nie tylko totalnie demolują ekonomię poszukiwań, oferując ogrom luk i uznaniowości, ale też czynią nierentownymi działające kopalnie – szczególnie ropy naftowej



zawartość zablokowana

Autor: Mariusz Orion Jędrysek


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się