Biały Dom nie porzuci militarnych sojuszników

numer 1619 - 10.01.2017Świat

Siła USA tkwi nie tylko w potędze militarnej, ale również w systemie sojuszy, które były budowane przez kilkadziesiąt lat. „USA potrzebują wiarygodnych sojuszników, którzy nie tylko zapewnią wsparcie militarne, ale również dostęp do baz oraz całe spektrum wkładu pozamilitarnego” – pisze w swojej analizie Andrew Shearer, ekspert amerykańskiego think tanku Center for Strategic and International Studies (CSIS).

Andrew Shearer z amerykańskiego ośrodka analitycznego CSIS zauważa, że różnego rodzaju sojusze kosztowały Stany Zjednoczone biliony dolarów oraz życie tysięcy żołnierzy. Z kolei wśród niektórych sojuszników Stanów Zjednoczonych pojawiło się przeświadczenie o tym, że za ich bezpieczeństwo odpowiedzialny jest Biały Dom, dlatego ograniczyły one własne nakłady na obronność. To nie podoba się władzom w Waszyngtonie, które w ramach NATO wykładają blisko 70 proc. wszystkich wydatków na kolektywną obronę Sojuszu. – Wśród Amerykanów panuje przeświadczenie, że Europa musi wziąć na swoje barki większą odpowiedzialność za siebie. Chodzi o wzrost wydatków na obronność, które zwiększyłyby realnie zdolności obronne NATO – mówi „Codziennej” Wojciech Lorenz z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM). – Dochodzi do tego jeszcze umowa nuklearna z Iranem, przez którą USA zraziły do siebie Izrael i arabskich sojuszników oraz pogarszające się relacje z Turcją, a także populiści, którzy niszczą wzajemne relacje budowane latami, czego przykładem jest nowy prezydent Filipin Rod­rigo Duterte – dodaje ekspert PISM



zawartość zablokowana

Autor: Paweł Kryszczak


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się





CYBERBEZPIECZEŃSTWO