fot. Tomasz Adamowicz/Gazeta Polska

Agresja wobec ratowników medycznych

numer 1620 - 11.01.2017Publicystyka

Problem znany jest od dawna, ale ostatnie lata to istna plaga ataków na ratowników medycznych, którzy mają do czynienia z ludźmi pod wpływem alkoholu lub odurzonymi narkotykami i dopalaczami. Bywają sytuacje naprawdę groźne – nierzadko osoby, które jechały ratować ludzkie życie, same wymagają pomocy kolegów po fachu. A kary za takie ataki są surowe, bo ratownicy jako funkcjonariusze publiczni są chronieni przez prawo tak samo jak policjanci. Chcą jednak czegoś więcej.

Nie trzeba zbytnio cofać się w czasie, aby znaleźć przykłady niezrozumiałej agresji wobec ratowników medycznych. Ostatni weekend, noc z piątku na sobotę. W Nysie (woj. opolskie) przed jednym z tamtejszych klubów leżał mężczyzna, który najwyraźniej potrzebował pomocy. Ktoś powiadomił dyspozytora pogotowia ratunkowego, a ten wysłał ambulans. Gdy karetka dotarła na miejsce, ratownicy zaczęli wyciągać nosze i chcieli zająć się pacjentem, ale wtedy zostali zaatakowani przez dwóch mężczyzn rzekomo oburzonych, że musieli zbyt długo czekać na przybycie ekipy.

Jak się później okazało, jeden miał 23 lata, drugi był nieco starszy. Obaj pijani, wulgarni, a co najgorsze – napastliwi. Niemal od razu zaczęli wyzywać ratowników, ale na tym nie poprzestali. Okładali pięściami kierowcę karetki. Konieczna była interwencja policjantów, którzy zatrzymali awanturników. Obaj mężczyźni staną przed sądem i odpowiedzą za naruszenie nietykalności cielesnej.

Co ciekawe, mężczyzna, do którego wezwano karetkę, także był pijany. Krótko po przewiezieniu do szpitala wyszedł do domu.

Ochrona jak dla policjanta

Mało kto wie, że ratownicy medyczni podczas pracy są traktowani przez prawo tak samo jak funkcjonariusze publiczni, czyli policjanci. Zgodnie z kodeksem karnym za naruszenie ich nietykalności cielesnej grozi kara nawet do trzech lat pozbawienia wolności, a jeśli napastnik użyje niebezpiecznego narzędzia (pistoletu, noża, butelki itp.), może wylądować za kratkami nawet na 10 lat. Pomimo to pracownicy służby zdrowia – zwłaszcza mający bezpośredni kontakt z pacjentem z ulicy – narzekają, że napaści na nich nie są niczym wyjątkowym. Niestety, stało się to niemalże normą.

Przykładów potwierdzających to nie brakuje. W całej Polsce dochodzi do ataków na ludzi, których praca polega na udzielaniu pomocy innym. Nierzadko trudno zrozumieć, o co chodzi agresorom, a bywają sytuacje naprawdę niebezpieczne.

Tak jak w Starogardzie Gdańskim, gdy do karetki stojącej przed Kociewskim Centrum Zdrowia wtargnął pijany mężczyzna. Bardzo mocno pobudzony, najpierw obijał pięściami jeden ambulans, a po chwili wszedł do drugiego. Brutalnie pobił ratownika medycznego, który doznał obrażeń twarzy i miał uszkodzoną kość stopy.

Jaki ratunek dla ratowników?

W końcówce zeszłego roku temat ponownie powrócił, bo na mapie odnotowującej przykłady ataków na pracowników służby zdrowia pojawiły się kolejne miasta. Nic więc dziwnego, że o problemie gorączkowo dyskutują sami zainteresowani, którzy domagają się skutecznej ochrony, a przede wszystkim konsekwencji w ściganiu napastników



zawartość zablokowana

Autor: Grzegorz Broński


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się