Globalne ocieplenie (1)

numer 1621 - 12.01.2017Gospodarka

MAKROEKONOMIA Klimatolodzy od wielu lat mówią o globalnym ociepleniu. Podpisany w 1997 r. protokół z Kioto miał ograniczyć emisję CO2, by zahamować to zjawisko.

Ostatnio dużo mówi się o smogu, czyli zanieczyszczeniu powietrza powstającemu w wyniku sporej emisji szkodliwych gazów i bezwietrznej pogody. To zjawisko jest szczególnie widoczne w naszym kraju, ponieważ wiele osób wykorzystuje do palenia w piecach surowce emitujące szkodliwe substancje. Człowiek swoją działalnością od lat nie tylko wpływa na stan powietrza, lecz także kształtuje klimat. Przykładem tego jest problem globalnego ocieplenia i nadmiernej emisji dwutlenku węgla – CO2.

W 1997 r. zawarto w japońskim Kioto porozumienie, którego celem była redukcja produkcji dwutlenku węgla. Protokół formalnie wygasł w 2012 r., ale kraje Unii Europejskiej zdecydowały się na jego przedłużenie do 2020 r. Cel był jeden – ograniczenie o 5 proc. emisji dwutlenku węgla w stosunku do wartości z 1990 r. Zdaniem pomysłodawców jego skuteczna realizacja obniżyłaby globalną temperaturę o 0,2 proc. To oczywiście niewiele, ale lobby ekologiczne od lat mówi o ryzyku globalnego ocieplenia i podniesienia się poziomu oceanów. 

Warto więc zobaczyć, jak w ostatnich dekadach zmieniała się wielkość emisji dwutlenku węgla, i przede wszystkim, czy odniesiono sukces w dziedzinie globalnej produkcji CO2.

Przez wiele lat nie zauważano w ogóle problemu emisji CO2. Świat był podzielony na dwa zwalczające się obozy, co wpływało na niezdolność do zmian i ograniczeń. Także sam problem był niewidoczny, a powstające od lat 70. ruchy ekologiczne dopiero zaczynały mówić o potencjalnym zagrożeniu. Zagrożeniu, które nawet dzisiaj jest trudne do zweryfikowania, a część specjalistów uważa wręcz, że groźba globalnego ocieplenia nie istnieje, bowiem wyraźnych zmian temperatury praktycznie nie odnotowano.

W 1997 r., gdy podpisano protokół, średnia światowa emisja CO2 na jednego mieszkańca wynosiła niewiele ponad 4,1 tony. Globalnie było to ponad 24 mld ton. Wielkość ogromna (to prawie 180 mld baryłek ropy), ale oczywiście nie wszystkie kraje miały proporcjonalny do liczby ludności udział w światowej produkcji CO2.

Do 1997 r. ta wartość (średnia globalna) sukcesywnie rosła, a zważywszy na wyraźny wzrost liczby ludności naszej planety, emisja rosła jeszcze mocniej. W 1960 r. wynosiła niewiele ponad trzy tony na jednego mieszkańca. Przy ludności świata na poziomie 3 mld łączna roczna emisja to 9 mld ton.

Kolejne lata to oczywiście wyraźny wzrost, choć szczyt (do roku 1997) przypadł w roku 1990, gdy wartość emisji wyniosła 4,28 tony na mieszkańca. I wtedy ONZ po raz pierwszy zdecydowała się wpłynąć na międzynarodowe organizacje, aby zniwelować skalę emisji.

Światowi „liderzy” to oczywiście najludniejsze kraje. Stany Zjednoczone emitowały wtedy prawie 20 ton na jednego mieszkańca, czyli prawie 6 mld ton rocznie. Chiny, wchodzące po mrokach komunizmu na ścieżkę rozwoju, zaledwie 2,1 tony. Rosja aż 13 ton, co przy jej populacji tworzyło globalny wynik na poziomie Chin. Co ciekawe, wyjątkowo silnymi „trucicielami” były kraje arabskie. Producenci ropy zajmowali przed 1997 r. czołowe miejsca, a „wyniki” Kuwejtu, Zjednoczonych Emiratów Arabskich czy Bahrajnu to ponad 30 ton na jednego mieszkańca. Liderem tego smutnego rankingu był maleńki Katar, który w 1997 r. na jednego mieszkańca produkował prawie 70 ton CO2. Obecnie emituje go mniej, bo 40 ton, ale i tak trudno zrozumieć FIFA, która powierzyła organizację mundialu krajowi tak negatywnie oddziałującemu na środowisko naturalne.

Protokół z Kioto powstawał w szczególnym momencie. Po upadku komunizmu, a zarazem w chwili, gdy postęp technologiczny wydawał się szansą na mocną i trwałą zmianę. Kolejne lata pokazały jednak, że te przekonania były nieco złudne. Nie wszystkie kraje od razu go ratyfikowały, a zarazem nie każdy kraj musiał dokonać takich samych zmian. O ile Unia Europejska czy Stany Zjednoczone wykonały swoje zobowiązania, o tyle mocny sprzeciw budziła od samego początku postawa Chin. Kraju, który poszedł w zupełnie innym kierunku i który miał na to przyzwolenie...



Autor: Rafał Grodowski




CYBERBEZPIECZEŃSTWO