fot. YouTube

Nie wolno ruszyć struktury

numer 1652 - 17.02.2017Publicystyka

WYWIAD Z aktorką Teatru Polskiego MONIKĄ BOLLY rozmawia DOBROMIŁA WROŃSKA

Sytuacja Teatru Polskiego we Wrocławiu jest wciąż niepewna. Aktorzy, którzy przygotowywali się do nowego sezonu, są skonsternowani po nagłej decyzji Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego, który odwołał Cezarego Morawskiego – z korzyścią dla przedstawicieli Nowoczesnej. – Nikomu nie wolno naruszyć struktury, wpuścić trochę świeżego powietrza, czyli ludzi mających inne pomysły na teatr, różniących się światopoglądowo – komentuje sprawę Monika Bolly.

Już się wydawało, że kryzys w Teatrze Polskim jest zażegnany. Jak się teraz pracuje?

Fatalnie. Nie da się pracować w takiej atmosferze. Nie wiemy, czy dyrektor będzie pracował z nami jutro, czy będzie jeszcze tego samego dnia odwołany. To jest rzecz kuriozalna, którą zawdzięczamy nieudolności urzędników. W demokratycznym państwie na mocy konkursu zostaje powołany dyrektor i ani jednego dnia od 1 września nie ma szansy pracować w spokoju. Decydenci ulegają naciskom moich kolegów (osób rzekomo skrzywdzonych), którzy de facto łamią prawo i cały czas demontują teatr. No bo jak można nazwać odwoływanie spektakli na dzień przed terminem albo tego samego dnia? Wszystko według mnie zostało postawione na głowie. Nie ma tu już mowy o rzeczowych rozmowach, dyskusjach. I najstraszniejsze w tym wszystkim jest to, że ta walka poparta nieudolnością urzędników ma wszelkie cechy walki politycznej niestety.

Jak Pani sądzi, kiedy tak naprawdę w Teatrze Polskim pojawiła się polityka?

Nieprawdą jest to, co próbuje się wmówić opinii publicznej, że polityka zawitała do Teatru Polskiego razem z Cezarym Morawskim. W ostatnich dniach sierpnia, kiedy dyrektorem był jeszcze pan Mieszkowski, moi kontestujący obecnie koledzy zebrali się w teatrze na scenie w celu zorganizowania pikiety przeciwko wyborowi nowego dyrektora, a na pierwszym piętrze na balkonie powiewały flagi KOD‑u. O jaką demokrację więc walczymy? Przecież dyrektor został wybrany demokratycznie. W prokuraturze zostało złożone zawiadomienie o tym, że konkurs rzekomo był ustawiony. Mam więc pytanie: jak prokuratura rozstrzygnęła tę sprawę? Jeżeli jesteśmy w państwie prawa, to szanujmy to prawo, choćby było nie wiem jak kulawe.

Skąd u aktorów ta chęć wybicia się ponad prawo?

Nasz były dyrektor, obecnie poseł Nowoczesnej, jest według mnie genialnym hochsztaplerem. To jest człowiek, który zbił swój kapitał na PR-ze, którym nadmuchał nasz teatr jak wielką sztuczną żabę. Wbił moim kolegom do głowy, że są najgenialniejszymi aktorami na świecie. Jeżeli tak jest, to czego się boją? Że wpuścimy wszystkich widzów, nie dzieląc ich na gorszych i lepszych? Że będzie trzeba stanąć na scenie i mówić głośno, bez mikroportów? Że może trzeba będzie niestety powiedzieć Szekspira tak, jak został napisany? To jest trudniejsze, taki teatr jest trudniejszy. O wiele łatwiej jest rzęzić coś pod nosem, drapać się po przyrodzeniu. Proszę mi wybaczyć, ale kopulowania na scenie nie uważam za wyraz artystyczny. Trochę się tego naoglądałam – nuda jak diabli. Teatr został powołany po to, żeby widz miał szansę wejść w intelektualną interakcję z aktorem. A jeżeli to się odziera z metafory i zaczyna się zasypywać widza tysiącem bodźców świetlnych, dźwiękowych, szybkim montażem, bełkotem, wprowadza się wulgaryzmy w niesamowitej ilości, to już nie można tego nazwać teatrem. Moim zdaniem ponad 90 proc. golizny na scenie świadczy wyłącznie o braku wyobraźni reżysera



zawartość zablokowana

Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się