Gender w Strasburgu

numer 1678 - 20.03.2017Publicystyka

Dopiero co zakończyłem prowadzenie obrad Parlamentu Europejskiego w jego francuskiej siedzibie. Uświęconym (albo nieuświęconym) zwyczajem jest nieznana w polskim parlamentaryzmie procedura wyjaśnień do głosowania. Oto każdy MEP (member of the European Parliament) ma prawo i czas po głosowaniach przedstawić uzasadnienie, dlaczego głosował w taki, a nie inny sposób.

Jest to oczywiście nagminnie wykorzystywane do nabijana statystyki przemówień. Są wręcz grupy posłów, którzy zgłaszają się do niemal każdego punktu – w ten sposób zwiększając swój record w europarlamencie, mają szansę trafić do rejestru najaktywniejszych europarlamentarzystów. Uwaga, czasem nie są to bynajmniej back-bencherzy, czyli posłowie z tylnych rzędów, ale osoby naprawdę istotne, pełniące wręcz funkcje w Prezydium PE lub w prezydiach europejskich partii.

W czasie tej sesji najbardziej oblegane raporty przy wyjaśnieniach po głosowaniu to te związane z dwoma tematami: odpady (sic!) i gender. I tak udzielałem głosu posłom, którzy objaśniali urbi et orbi, dlaczego oddali głos w taki, a nie inny sposób przy raportach włoskiej posłanki Simony Bonafe: „Składowanie odpadów”, „Odpady”, „Odpady oraz odpady opakowaniowe”.

Jednak tematy genderowe były równie oblegane. Sporo mówców zgłosiło się do wyjaśnień raportu katalońskiego europosła Ernesta Urtasuna „Równość kobiet i mężczyzn w UE w latach 2014

–2015”. Jednak raport eksminister w rządzie PO-PSL, europoseł Agnieszki Kozłowskiej-Rajewicz pt. „Równe traktowanie mężczyzn w zakresie dostępu do towarów i usług oraz dostarczania towarów i usług” też budził zainteresowanie. Było też trzecie gender-sprawozdanie opisywanej już na tych łamach brytyjskiej socjalistki Claire Moody „Fundusze unijne na rzecz równouprawnia płci”.

Dyskryminacja pozytywna wobec kobiet i Murzynów

Europarlamentarna gadka gadką, ale zainteresowałem się, jak wygląda pozycja owych rzekomo słabszych i mniej inteligentnych (według Korwin-Mikkego) kobiet w Parlamencie Europejskim. Najlepiej wyrażą to liczby. W ostatnich ośmiu latach 37 proc. wakatów na stanowiska kierowników działów, a więc prawie dwa na pięć, objęły kobiety. W 2015 r. na stanowiska dyrektorów generalnych w PE mianowano 37,5 proc. kobiet – choć nie był to rekord w dziejach europarlamentaryzmu, bo w 2011 r. na tym samym szczeblu nominowano 44 proc. kobiet, a w 2009 r. równo 40 proc. W trzech działach, w tym zajmującym się mediami, połowa stanowisk kierowniczych jest w rękach kobiet.

Dyskryminację pozytywną względem kobiet, trochę podobną jak wobec Murzynów w USA, przeprowadza się już przy selekcji na stanowiska kierownicze, choćby kierowników działów. Przykładem jest ubiegły rok, gdy kobiety stanowiły ledwie 32 proc. osób ubiegających się o takie stanowiska, po rozmowie kwalifikacyjnej było ich przeszło 34 proc., w kolejnym etapie (short list) już ponad 44 proc., a po zakończeniu konkursów kobiety stanowiły wręcz większość, bo prawie 56 proc. mianowanych.

Wśród pracowników Sekretariatu Generalnego PE kobiety stanowią prawie 56 proc., wśród asystentów 65 proc. Gdy chodzi o tę pierwszą grupę, od 1957 r. wskaźnik mężczyzn spadł o prawie 20 proc., tym samym kobiet się podwyższył. Swoją drogą, stanowiska najlepiej opłacane aż w czterech piątych zajmują mężczyźni, kobiety stanowią większość na etatach AD5–AD9 (57–60 proc



zawartość zablokowana

Autor: Ryszard Czarnecki


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się





CYBERBEZPIECZEŃSTWO