fot. Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

Niebieski Wieloryb (polityczny)

numer 1679 - 21.03.2017Publicystyka

W internecie karierę robi gra Niebieski Wieloryb. Specyficzna zabawa, w której kolejne, wydawane przez tajemniczego „opiekuna” polecenia mają doprowadzić dziecko do depresji, samookaleczenia, wreszcie samobójstwa, przyszła do nas z Rosji. Nie podejmuję się ocenić, na ile Wieloryb jest prawdziwym problemem, mam jednak wrażenie, że we własną wersję tej gry już jakiś czas temu wplątali się przeciwnicy rządu Beaty Szydło.

Platforma wciąż próbuje wykorzystywać wygraną Donalda Tuska w wyborach na przewodniczącego Rady Europejskiej. Eksploatuje hasło „27:1” i idzie za ciosem, wnioskując o konstruktywne wotum nieufności dla rządu Beaty Szydło. Odwleka jednak jego oficjalne zgłoszenie, początkowo nie zgłasza również kandydata, wywołując wrażenie, że nazwisko będzie zaskoczeniem, podobnym do tego, jakie Europejskiej Partii Ludowej zafundowało PiS. Wszystko wskazuje jednak na to, że w pierwszej fazie nie znaleziono osoby, która zgodziłaby się zostać twarzą tej porażki, mając zapewne w pamięci długie miesiące kpin, których ofiarą padł PiS-owski kandydat na premiera technicznego, prof. Piotr Gliński.

A jednak Schetyna

Wniosek początkowo miał zostać zgłoszony niemal od razu, na fali entuzjazmu ciężko ostatnio doświadczanego elektoratu, który pierwszy raz od dawna uzyskał powód do radości. Tymczasem wszystko uległo dużemu opóźnieniu i dopiero w piątek zapowiedziano oficjalnie, że inicjatywa PO zostanie poddana pod głosowanie w Sejmie. Równocześnie politycy Platformy stwierdzili, że naturalnym kandydatem jest lider ich partii, a przy tym szef gabinetu cieni Grzegorz Schetyna. Dlaczego zwlekano tak długo z ujawnieniem tego nazwiska – pozostaje zagadką. Przecież można było kuć żelazo, póki faktycznie było gorące, a zdezorientowana część opinii publicznej mogła nabrać się na zaklęcia o kompromitacji dyplomacji i rządu.

Opóźnienie w zgłoszeniu kandydata na szefa nowego gabinetu – co stanowi warunek konieczny przy konstruktywnym wotum nieufności – miałoby sens tylko w jednym wypadku: gdyby partia Schetyny prowadziła zakulisowe rozmowy w celu stworzenia koalicji. Jak dowiedzieliśmy się z pierwszych reakcji po ogłoszeniu kandydatury Grzegorza Schetyny, nie było żadnych tego typu rozmów, choć przez potencjalnych partnerów były one oczekiwane. Co więcej, okazało się, że kilkanaście tygodni temu zamarła współpraca między Platformą a Nowoczesną na poziomie kierownictw klubów.

Niejednoznacznie zjednoczeni

Gdy stało się jasne, że żadnych rozmów przed zgłoszeniem kandydata nie będzie, i tak już trudne relacje potencjalnych partnerów antypisowskiej rewolty weszły w najpoważniejszy jak dotąd kryzys. I choć przyznać trzeba, że w wypowiedziach telewizyjnych politycy opozycji byli bardziej powściągliwi we wzajemnych uszczypliwościach, to na Twitterze zabrakło sentymentów. „Schetyna o #zjednoczonaopozycja: Najpierw was okłamię, potem was ogram, a potem oszukam wasz elektorat. Paradne. Niczego się nie nauczył” – napisał były rzecznik Nowoczesnej Paweł Rabiej, wciąż będący jedną z medialnych twarzy tej partii. „Schetyna nawet się nie kryje. Chce, żeby Nowoczesna zniknęła. Sondaże skoczyły, skończył mówić o #zjednoczonaopozycja” – to Sławomir Potapowicz, inny działacz tej partii. „Czy dla PO opozycja zjednoczona to opozycja unicestwiona?” – pytała dramatycznie jego koleżanka Ewa Krawczyk-Dębiec. Obrazkowo temat skomentował warszawski poseł Nowoczesnej Zbigniew Gryglas, który słowa „Jedni już byli, a drudzy są! Nie musimy wybierać pomiędzy trwaniem i biernością a złą zmianą. Możemy wybrać energię i aktywność



zawartość zablokowana

Autor: Krzysztof Karnkowski


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się