Bieganie od prawa do lewa

numer 1727 - 19.05.2017Publicystyka

Jakiś czas temu któryś z „opozycyjnych tygodników” napisał, że przeciwnicy rządu PiS‑u z rozpaczy uciekają w gotowanie i uprawianie sportu. Gdyby traktować ten tekst poważnie, to konsekwentnie należałoby uznać, że owo gotowanie i uprawianie sportu to cechy zwolenników opozycji, a bezruch, otyłość i jedzenie poza domem to cechy zwolenników rządu.

To oczywiście nonsens. To, że od dawna skrajna lewica światopoglądowa na siłę stara się upolityczniać i ideologizować wszystko, co się da, nie oznacza, że należy grać w tę grę. A jednak, część polskich konserwatystów chętnie ją podejmuje ze szkodą dla debaty publicznej. Tak jest na przykład z ekologią. Pisałem już w „Codziennej”, w tekście „Przyroda jak niepodległość”, że akurat w Polsce prekursorami ekologii były środowiska patriotyczne (i prawicowe, i lewicowe) oraz ludzie Kościoła. Dziś niektórym się wydaje, że patriotyczne i katolickie jest niszczenie przyrody, tylko dlatego, że od niedawna ekologię na sztandary wzięli ideologowie skrajnie lewicowi. To absurd!

Widzą chorobę w zdrowej pasji

Podobnie jest ze sportem, rekreacją czy dbałością o zdrowie. I oczywiście smutni, opętani ideologią i polityką ludzie próbują robić ze sportowych pasji Polaków oręż w swoich wojenkach. Wspomniany niżej tekst Konrada Kołodziejskiego jest właśnie jedną z prób zrobienia z biegania czy innych popularnych form aktywności oręża polityczno-ideologicznego. Co jakiś czas pojawia się wydawałoby się poważny publicysta lub polityk, który zaczyna krytykować pasje Polaków.

Konrad Kołodziejski z tygodnika „wSieci” i portalu wPolityce to jeden z tych publicystów, których nie posądzałbym o schodzenie do tego poziomu. Z tym większym zdumieniem i zawodem przeczytałem na wspomnianym portalu jego tekst o wymownym tytule: „Ciągłe biegi uliczne nie są objawem zdrowia społeczeństwa. Przeciwnie, to objaw choroby”.

„Bieganie stało się dla niektórych formą przynależności do »nowoczesnego«, »postępowego« świata, rodzajem mody, a zarazem sprzeciwem wobec zaściankowego, przetłuszczonego »polskiego chama«” – grzmi Kołodziejski.

To zdanie pokazuje, jak autor się pogubił. Przyjął i zinternalizował punkt widzenia owych „niektórych». A bieganie to po prostu najczęściej praktykowana aktywność fizyczna Polaków. Jest najprostsze i najtańsze. Biegają, a czasem próbują swoich sił na różnych zawodach, Polki i Polacy wszelkich profesji, światopoglądów, sympatii politycznych, klas, w różnej sytuacji materialnej, w każdym wieku. Jest wśród biegaczy także wielu katolików, w tym osoby duchowne.

Jeżeli na siłę doszukiwać się w organizowanych w Polsce biegach jakichś odniesień do polityki, to ewentualnie w takich, jak Tropem Wilczym, Bieg Solidarności czy Bieg Niepodległości, które należą do jednych z najpopularniejszych. Ale to by było doszukiwanie się na siłę, bo przecież uczczenie bieganiem niepodległości czy bohaterów walki o wolność to właściwie nie jest żadna polityka, to normalność.

Lepszy bieg niż…

Kołodziejski pisze: „Oczywiście, jeśli tylko ktoś lubi biegać i kondycja mu na to pozwala, niechże biega do woli. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy bieganie staje się filozofią życia, ideologią niemalże, objawem niezdrowego skupienia całej uwagi na własnym ciele i wyglądzie



zawartość zablokowana

Autor: Marcin Herman


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się