Światy niewspółmierne. Jak pamiętać?

numer 1728 - 20.05.2017Publicystyka

Wielokrotnie już nagradzany najnowszy film Siergieja Łoźnicy „Austerlitz” to refleksja nad kultywowaniem pamięci o Zagładzie przez społeczeństwa hiperkonsumpcji. Obrazy zapisane chłodnym okiem kamery pokazują nam dziwaczne widowisko związane z „turystyką obozową”: korowody roześmianych i rozkojarzonych widzów, depczących po miejscach zgrozy i masowej śmierci zmuszają do pytania: Jak pamiętać? Jak uczcić pamięć?

Austerlitz” Siergieja Łoźnicy, twórcy takich obrazów jak „Majdan. Rewolucja godności” i „Zmiana” (rzecz o rozpadzie Rosji sowieckiej) można było obejrzeć w czasie kolejnej edycji Festiwalu Filmowego Millennium Docs Against Gravity (12–21 maja 2017 r.). Ujmę to na poły tylko metaforycznie: artysta zarejestrował niezwykły spektakl – postawił kamery pośród tłumów zwiedzających jedne z pierwszych obozów koncentracyjnych: w Dachau i Sachsenhausen, zbudowane przez Niemców w latach 30. ubiegłego wieku, w czasie rządów Adolfa Hitlera.

Tragedia i konsumpcja

Znakomita sztuka nie musi epatować jaskrawą prowokacją, żeby wywołać dojmujące uczucie zdumienia i przywołać skojarzenia, refleksje, stawiać znaki zapytania. Łoźnica zastosował nader prostą metodę: jego kamery obserwują turystów zwiedzających obozy koncentracyjne. Widzimy jedynie czarno-biały obraz przelewających się tłumów, oglądamy pojedyncze osoby i słyszymy naturalne dźwięki otoczenia: mlaskanie ludzi podjadających orzeszki między stacjami męki człowieczej, nieustanne niemal pikanie cyfrowych aparatów fotograficznych, śmiechy i swobodne rozmowy, śpiew ptaków, cykanie świerszczy, szum drzew. Jest bodaj środek lata, jasna poświata na czarno-białym niebie sugeruje mocne słońce, mnóstwo ludzi w niezobowiązujących lekkich pozach robi sobie zdjęcia na tle napisu „­Arbeit macht frei” („praca czyni wolnym”), młodzieniec w T-shircie „Fucking fuck...” chce mieć chyba wycieczkę jak najszybciej za sobą, znudzone dzieci rzucają kamieniami, zakochani szczebioczą do siebie. Przez bramy zagłady swobodnie i ze śmiechem na ustach, podjadając i popijając to i owo, przechodzą setki i tysiące osób. I tylko cierpnie skóra, gdy się pomyśli o tych samych miejscach przed dekadami.

Łoźnica nie moralizuje, nie mówi do nas ani słowa – pokazuje, co społeczeństwa hiperkonsumpcji uczyniły z kultywowaniem pamięci o niemieckiej zbrodni z czasów hitleryzmu. Obraz nie jest jednowymiarowy, artysta nie narzuca tez: niekiedy z tłumu przebija tężejąca twarz, pełna skupienia i smutku. Ale współczucie okazane dawno już zmarłym jest tylko tonem – jeżeli masowa zbrodnia to jedynie statystyka, to kultywowanie pamięci jako „obozowej turystyki” zmienia zgrozę w banał. Problemem nie jest chyba tylko oddalenie czasowe – coraz większe i większe – od tamtych tragicznych lat. Wyzwaniem i bolączką jest brak wyciszenia w miejscu kaźni. A brak wyciszenia, brak skupienia jest problemem cywilizacyjnym i kulturowym dla społeczeństw hiperkonsumpcji



zawartość zablokowana

Autor: Krzysztof Wołodźko


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się