​Wyborcze tsunami

numer 1749 - 14.06.2017Publicystyka

FRANCJA Porażka Frontu Narodowego, najniższa w historii frekwencja i wreszcie cała pula dla partii Emmanuela Macrona. Taki krajobraz rysuje się po pierwszej turze wyborów parlamentarnych we Francji. I choć Macron może się cieszyć, wyniki pokazują jasno – Francuzi tracą zaufanie do całej swojej klasy politycznej.

Wykreowanie Emmanuela Macrona na prezydenta Francji przyniosło w konsekwencji także duże zmiany całej sceny politycznej. Dwie główne francuskie partie, które od lat dzieliły się władzą, Partia Socjalistyczna i Republikanie, zostały zmarginalizowane. Chociaż zwycięska Republique en Marche (REM) ma być powiewem nowości i świeżości w polityce, a z parlamentu wymiotło setki „zawodowych” deputowanych, to nie wolno zapominać, że ten pozornie nowy narybek to także często towar „drugiej świeżości”, złożony z byłych już socjalistów i centrolewicy.Proprezydencka Republique en Marche bierze niemal całą pulę władzy. W pierwszej turze ponad 50 proc. głosów w jednomandatowych okręgach uzyskało zaledwie czterech kandydatów (dwóch z REM i po jednym z lewicy i stowarzyszonej z Republikanami Unii Demokratów). Reszta musi walczyć w drugiej turze, ale wszystkie prognozy pokazują, że dla kandydatów REM będzie to formalność. W 577-osobowym Zgromadzeniu Narodowym partia ta może mieć od 400 do 440 deputowanych. Oznacza to pełnię władzy i możliwość przeprowadzania dowolnych reform, ale też pełnię odpowiedzialności.



Stan posiadania Republikanów stopnieje tymczasem z 226 deputowanych obecnie do co najwyżej 70–110. Dotyczy to partii, która wczesną wiosną mogła czuć się niemal pewna… wygranej



zawartość zablokowana

Autor: Bogdan Dobosz


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się