fot. Filip Blazejowski/Gazeta

Kryzys elit czy kryzys państwa?

numer 1750 - 16.06.2017Publicystyka

Komitet Obrony Demokracji jest w pewnym sensie najłatwiejszą opozycją dla Prawa i Sprawiedliwości. Suma wszystkich blamaży, jakie popełnili ludzie tego ruchu, pokazuje nie tylko fatalny stan opozycji. Wiele mówi także o tym, że liberalny mainstream pozbawiony instytucjonalnego zaplecza nie radzi sobie z rzeczywistością i jedyne, czego żąda, to III RP minus PiS.

Najpierw bieżąca sprawa. Zarzuty zamieniły się w wyrok: lider kapeli muzycznej KOD Konrad M. został w końcu skazany na 6,5 roku więzienia za handel kobietami. Do myślenia daje sam fakt, że człowiek tego pokroju znalazł się na eksponowanym stanowisku w tym środowisku. Jeszcze bardziej jednak zastanawia informacja, którą nowy lider KOD-u

Krzysztof Łoziński wprost przekazał w rozmowie z mediami. Otóż Mateusz Kijowski przez długi czas nie tyle przyzwalał Konradowi M. na aktywną działalność publiczną w ramach Komitetu, ile wręcz go promował. Kijowski oczywiście zaprzecza i w dość charakterystyczny sposób sugeruje, że wyrok dla KOD-kapelmistrza może być karą za jego antypisowską działalność. To bardzo wygodne postawienie sprawy, choć chyba tylko wykruszająca się sekta pana Mateusza jest w stanie uwierzyć w taką bzdurę.

Nowe szaty establishmentu

Jak to możliwe, że Konrad M. mógł się spokojnie obnosić ze swoim „demokratycznym aktywizmem” w ramach KOD-u? Cóż, ta hybrydowa organizacja, podobnie jak nieco wcześniej Nowoczesna, powstała jako forma ucieczki Platformy Obywatelskiej przed odpowiedzialnością publiczną za osiem lat sprawowania władzy. Nowoczesna miała być „nową jakością” (choć de facto środowiskowo i światopoglądowo reprezentowała liberalno-europejski mainstream) na gruncie politycznym, a Komitet Obrony Demokracji stanowił obywatelskie pospolite ruszenie. Mateusz Kijowski, którego największym atutem było to, że nikt go właściwie nie kojarzył, był niejako nowym trybunem ludowym.

Z tym że KOD-owski lud w znacznej mierze reprezentował grupy interesów dobrze albo bardzo dobrze funkcjonujące w ramach ośmioletnich rządów Platformy. Ideologię KOD-u zbudowano na semantycznym nadużyciu: obronę demokracji ściśle powiązano z obroną interesów tych, którzy przegrali na zwycięstwie Prawa i Sprawiedliwości i bardzo się przestraszyli konsekwencji tego faktu. Oczywiście apologeci i apologetki KOD-u chętnie przypominają, że są wśród nich również zwykli ludzie. To prawda, ale mechanizm funkcjonowania całości więcej ma wspólnego z obroną establishmentu III RP niźli troską o dobro wspólne czy los przeciętnych Polek i Polaków.

Liberalne elity już dość dawno nieźle opanowały sztukę manipulacji pojęciami: sama nazwa „Platforma Obywatelska”, którą wybrała dla siebie partia władzy, opierała się na sporym politycznym szwindlu. Podobnie KOD i Nowoczesna zagrały pojęciami, z których realną treścią nie mają zbyt wiele wspólnego.

Polska to III RP minus PiS

Nie da się ukryć: dla liberalnych elit Polska to III RP minus Prawo i Sprawiedliwość. Stąd Komitet Obrony Demokracji, a szerzej – opozycja totalna – walczą właśnie o to: o Polskę jako III RP minus PiS. Tym jest dla nich „demokratyczny standard” – próbą powrotu do status quo i coraz bardziej naiwną nadzieją pozbycia się rządzącej obecnie formacji oraz wizją ponownego objęcia pełni władzy. Ale przemiany społeczne spowodowały, że liberalny mainstream wytracił swój potencjał. Większa niż kiedyś część Polek i Polaków nie chce już III RP w jej kształcie sprzed pięciu lat albo sprzed dekady. Rozczarowanie hipokryzją elit i nieprzyjaznymi warunkami życia w kraju przekroczyło masę krytyczną: ani KOD, ani Nowoczesna, ani PO nie pojmują, że już nie wejdą w dawny nurt rzeki



zawartość zablokowana

Autor: Krzysztof Wołodźko


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się