fot. Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

​Sędzia z wyrokiem nadal jest sędzią

numer 1751 - 17.06.2017Polska





SKANDAL Jak możliwy jest taki absurd?! Pod koniec kwietnia Janusz K. został skazany prawomocnym wyrokiem za branie łapówek na cztery lata więzienia. Trafił za kratki? Nie! Przestał być sędzią? Nie! Dostaje co miesiąc wypłatę? Tak! „Codzienna” próbowała wyjaśnić przyczyny tej niedorzecznej sytuacji.



Skandal z udziałem sędziego Janusza K., w przeszłości nawet przewodniczącego wydziału karnego Sądu Rejonowego w Kościerzynie, wybuchł w 2008 r., gdy policjanci z Gdańska zatrzymali skorumpowanego prawnika. Zeznania przeciwko niemu złożył biznesmen, który od lat wręczał mu łapówki. Janusz K. był jednak zbyt pazerny i domagał się kolejnych „kopert”. Posunął się nawet do gróźb, gdy przedsiębiorca twierdził, że nie ma pieniędzy.



Dowodem przeciwko niemu były m.in. nagrania, które nie pozostawiały wątpliwości. „Codzienna” pisała już, że po uchyleniu immunitetu Janusz K. usłyszał zarzuty, a w późniejszym akcie oskarżenia stwierdzono, że wziął łapówki na łączną kwotę 140 tys. zł. Przyjmował nie tylko gotówkę, ale połakomił się nawet na korzystanie z luksusowego auta czy… półmisek ryby w galarecie!



Sprawa niby była oczywista, a mimo to proces Janusza K. trwał aż sześć lat. W tym czasie mężczyzna cały czas pozostawał sędzią, choć zawieszonym w czynnościach i otrzymującym obniżone pobory. W 2016 r. uznano go za winnego (w powtórnym procesie) i skazano na pięć lat pozbawienia wolności. To orzeczenie zaskarżono, a akta trafiły do Sądu Okręgowego w Koszalinie, który wydał wyrok pod koniec kwietnia br. Potwierdził, że Janusz K. brał łapówki, choć karę złagodził. Odsiadkę skrócono o rok. To orzeczenie jest prawomocne. Wprawdzie Januszowi K. przysługuje prawo złożenia kasacji do Sądu Najwyższego, ale to nigdy nie wstrzymuje wykonania kary.



Minęły niemal dwa miesiące. Wystarczająco dużo czasu, aby skazaniec poniósł konsekwencje zawarte w wyroku. Ale nie w tym wypadku. Jak ustaliła „Codzienna”, Janusz K. nie trafił do więzienia. Minione tygodnie spełzły w oczekiwaniu na sporządzenie pisemnego uzasadnienia wyroku.



– Później akta wrócą do sądu rejonowego, wydziału, który zajmie się egzekwowaniem wykonania kary – tłumaczył najpierw sędzia Sławomir Przykucki z Sądu Okręgowego w Koszalinie. Kilka minut później przyznał, że uzasadnienie jest wprawdzie gotowe, ale akta powędrują... do Gdańska. Tam zajmują się postępowaniem dyscyplinarnym. Dlaczego Janusz K. nie został zatrzymany tuż po wydaniu wyroku? Skazującego i prawomocnego – treść uzasadnienia ma przecież drugorzędne znaczenie. Usłyszeliśmy, że nie ma takiej potrzeby, bo sędzia z Kościerzyny nigdy się nie ukrywał i nie ma obawy ucieczki.



Czyli Janusz K. jest na wolności i jeszcze długo nie trafi za kratki. Jeszcze bardziej absurdalnie brzmi informacja otrzymana w gdańskim sądzie okręgowym, że nadal pozostaje on sędzią, a nawet otrzymuje wynagrodzenie.



– Sędzia Janusz K. jest zawieszony w czynnościach do czasu zakończenia postępowania dyscyplinarnego z wynagrodzeniem w wysokości 50 proc. poborów sędziego – poinformował „Codzienną” sędzia Rafał Terlecki. – Zastępca rzecznika dyscyplinarnego w Sądzie Okręgowym w Gdańsku podjął postępowanie dyscyplinarne po uprawomocnieniu się wyroku skazującego w II instancji. Wystąpił też o akta sądu dotyczące tej sprawy.



Czyli Janusz K. jeszcze kilka miesięcy będzie sędzią, choć z wyrokiem skazującym za łapówkarstwo. Nawet dostanie kolejne wypłaty. To naprawdę nie jest normalna sytuacja...







 



Autor: Grzegorz Broński