fot. Czerniecki.net

W drodze do Boga

numer 1756 - 23.06.2017Podróże

We współczesnym świecie zjawisko Camino de Santiago to prawdziwy fenomen. Fenomen, który trwa. Są tacy, którzy wybierają się tutaj, aby spotkać dobrego Boga. Są tacy, którzy szukają w drodze samych siebie. Znajdziemy też takich, którzy idą w intencji rzucenia nałogu. Albo zrzucenia kilku kilogramów.

Stefan

Czerniecki

tekst i zdjęcia

Są i tacy, którzy liczą na przygodę życia. Na nawiązanie nowych znajomości. Są i wierzący, i ateiści. Idą zarówno młodsi, jak i starsi.Jak choćby ci tutaj. Idą w pięcioro i odmawiają różaniec po włosku. Trzy kobiety i dwóch mężczyzn. Poruszają się powoli wsparci na drewnianych laskach. Mają duże plecaki, a na każdym wisi huśtająca się w rytm marszu biała muszla z czerwonym mieczo-krzyżem. To bardzo ważny element ich wyposażenia. Tak się rozpoznają, gdy wkraczają do większych miast. Wówczas ta muszla mówi za nich – jest symbolem człowieka pielgrzymującego.



Intencje mają najróżniejsze. Część przybywa do Santiago de Compostela, aby odnaleźć zagubioną gdzieś wcześniej relację z Bogiem. Inni chcą wreszcie zrozumieć, kim tak naprawdę są, dokąd zmierzają. Chcą odnaleźć prawdziwą hierarchię wartości. Jeszcze innym zależy na jakiejś konkretnej życiowej sprawie, często na poważnym problemie, przeżyciu – cały swój pątniczy trud pragną oddać w intencji jego rozwiązania.



W większości idą samotnie. Nawet jeśli przyjechali tutaj w grupie, to na szlaku wolą pozostać sami. Aby lepiej, dogłębniej przeżyć ten czas. Wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju. Ale na trasie spotkamy też rozgadane i roześmiane grupy. Dla tych liczy się towarzystwo, wolą iść razem. Ich Bóg jest przecież Bogiem radości.



Dlaczego Droga św. Jakuba kończy się właśnie w hiszpańskiej Galicji? Z bardzo prostego powodu. To tutaj, jak wskazują Ewangelie, wybrał się z misją ewangelizacji „Syn Gromu”. Jak mówią jednak podania, sama ewangelizacja szła mu dość mizernie. Nie odnosił sukcesów podobnych choćby do tych autorstwa św. Pawła. Gorliwy święty pospiesznie wrócił więc do Jerozolimy, a tam szybko został schwytany przez panującego wówczas w Galilei Heroda Agryppę I. Jakuba skazano na karę ścięcia mieczem



zawartość zablokowana

Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się