Jak jechałem do Amarillo

numer 1768 - 07.07.2017Podróże

Poproszono mnie, żebym napisał reportaż o USA. Ale co ja wiem o tym olbrzymim państwie? Teoretycznie sporo. Byłem w Kalifornii, Teksasie, Karolinie Północnej, Massachusetts i New Hampshire. Pięć stanów na 50. W sumie powinienem znać USA chociaż w 10 proc. Taa… Teoretycznie tak.



Na zapoznanie się z pięcioma stanami, a właściwie muśnięcie ich, miałem raptem… sześć dni. Jednak tam byłem, rozmawiałem z ludźmi, oddychałem tym powietrzem. Spróbuję.Woda w Kalifornii



Na początek południowa Kalifornia. Ponoć, jak niegdyś śpiewał Albert Hammond, nigdy tam nie pada. Tak na marginesie, Hammond nie jest Kalifornijczykiem, tylko Anglikiem, ale dzięki swojej najsłynniejszej piosence wciąż uznaje się go za eksperta w sprawach klimatu tego stanu. Mogę jednak potwierdzić, że refren piosenki raczej nie kłamie: nie padało. Rankami bywało mgliście, ale podczas dnia robiło się słonecznie i ciepło. Nie gorąco, ale właśnie ciepło. Bryza znad Pacyfiku łagodzi klimat i nic dziwnego, że najwięcej ludzi w USA chce mieszkać w Kalifornii. Najwięcej ich przenosi się tam z innych stanów. A ludzie tutaj serdeczni i otwarci, na każdym kroku chcą ci pomóc. Do tego stopnia, że w centrach handlowych zatrudniono specjalne służby złożone z takich pomagierów kierujących zagubionych do celu. Sporo tutaj Meksykanów, bo do granicy z Meksykiem niedaleko. Jeśli chcecie spróbować w USA meksykańskiej kuchni, to właśnie tutaj. A! I nie zdziwcie się, gdy po wejściu do jakiejkolwiek restauracji postawią przed wami bez pytania dzbanek wody. Taki zwyczaj z dawnych czasów, kiedy ludzie przemieszczali się po Stanach głównie po bezludnych niemal, często pozbawionych wody terenach i zazwyczaj po dotarciu do celu chciało im się bardzo pić. Deszczu nie ma, jest jednak woda.



W Teksasie wciąż kowboje



O kilka godzin lotu z Kalifornii leży Teksas. Wylądowałem w jednym z głównych miast tego stanu, Dallas, o godz. 12 w nocy w czerwcu. Po wyjściu z lotniska miałem wrażenie, jakby ktoś wsadził mnie do sauny. 30 stopni ciepła Celsjusza i jakieś 75 proc. wilgotności powoduje, że człowiek porusza się bardzo oszczędnie i jego egzystencja koncentruje się na poszukiwaniu klimatyzowanych pojazdów lub pomieszczeń. Przebywanie na dworze nie jest niczym przyjemnym… chyba że chce się błyskawicznie schudnąć i ma się dość zdrowe serce.



Na szczęście poza latem da się tam żyć… o ile nie trafi się akurat na tornado. Pytałem tubylców, dlaczego w połączonych miastach Dallas i Forth Worth tyle się buduje? Odpowiedź była zaskakująca: co roku każdej wiosny przechodzi tam tornado i burzy wiele budynków, czyniąc przy tym także inne liczne szkody, zdarzają się nawet ofiary śmiertelne. To i co roku jest sporo do odbudowywania.



Oprócz wspomnianego Dallas byłem też w innym miejscu znanym z piosenki. Pamiętają Państwo Tony’ego Christie i jego: „Is This the Way to Amarillo”? On jechał do tego Amarillo i pytał o drogę, i marzył, miętosząc poduszkę, o słodkiej Marysi, która tam na niego miała czekać. Szczerze mówiąc, nie zazdroszczę mu. Mógł sobie wybrać jakieś inne miejsce niż to Amarillo. Byłem tam. Strasznie płasko, gorąco i tak jakoś pustawo. Zwiedzałem tam fabrykę helikopterów i trzeba przyznać, że oprócz samego sprzętu najciekawsi byli faceci zarządzający tym zakładem. Mówili jak typowi kowboje, zachowywali się jak typowi kowboje, brakowało im tylko stetsonów i koltów. Pewnie mają je w domu



zawartość zablokowana

Autor: Igor Szczęsnowicz


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się