Maria Magdalena z łydką do golenia

numer 1771 - 11.07.2017Kultura

Zamiast sztuki nachalna propaganda. Zamiast lekcji tolerancji lekcja relatywizmu. Zamiast artystycznego uwznioślenia ideologiczny bełkot. Wystawiony w warszawskim Teatrze Dramatycznym spektakl „Kinky boots” jest opowieścią o właścicielu fabryki, który produkuje buty dla drag queens. Akcenty tej opowieści zostały rozłożone tak, by ta intrygująca, oparta na prawdziwej historii opowieść posłużyła jako oręż do walki ideologicznej.



Panie i panowie, oraz wszyscy ci, którzy nie zdecydowali się jeszcze na swoją płeć – tak mawia do publiczności „Lola”. Bohater jest drag queen, czyli mężczyzną, który w przebraniu kobiety daje muzyczne i taneczne show w klubach. Nie należy mylić z transseksualistami, którzy zmieniają płeć. „Drag queen to mainstream” – pada ze sceny. 

„Kinky Boots” według scenariusza Geoffa Deana i Tima Firtha, z librettem Harveya Fiersteina oraz muzyką i słowami Cyndi Lauper pokazuje opartą na faktach historię Charliego, który jest spadkobiercą fabryki butów. Niechętnie przejęta od ojca firma zaczyna jednak upadać. Szukając niszy, Charlie postanawia produkować szpilki dla drag queens. Zadanie nie jest proste, bo buty na cienkim obcasie muszą mieć specjalną konstrukcję, by utrzymać ciało mężczyzny. „Lola”, ekscentryczna drag queen, postanawia pomóc Charliemu. 

Wchodząc głębiej w opowieść, poznajemy dramatyczne losy obu mężczyzn. Łączy ich to samo – obaj nie potrafili sprostać wymaganiom swojego ojca i obaj szukali dla siebie drogi, mając kłopoty z akceptacją siebie



zawartość zablokowana

Autor: Sylwia Krasnodębska


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się