Sensacyjny musical bez trzymanki

numer 1771 - 11.07.2017Kultura



KINO Pasja miesza się z lękiem, zbrodnia z humorem. Podobnych połączeń w wykwintnej filmowej miksturze, jaką jest „Baby Driver” Edgara Wrighta, znajdziemy wiele. Jeśli dodamy do tego elektryzującą muzykę i Kevina Spacey’ego w obsadzie, zyskujemy przepis na kino, o którym trudno będzie zapomnieć.

Baby (znakomity Ansel Elgort, aktor znany m.in. z hitu dla nastolatków pt. „Gwiazd naszych wina”) spłaca dług względem mafijnego bossa Doca (Kevin Spacey). Chłopak bierze udział w napadach na banki jako kierowca – dzięki swoim wyjątkowym umiejętnościom potrafi przechytrzyć najsprawniejsze policyjne pościgi. W brawurowej jeździe pomaga mu muzyka – w jego iPodzie (a ma ich kilka – każdy na inny rodzaj nastroju) znajdziemy dosłownie wszystko: od pokrytych kurzem zapomnienia przebojów z lat 60. aż po... egipskie reggae (sic!). Muzyka to nie tylko wielka pasja Baby’ego, ale również sposób na przetrwanie – zagłuszenie szumu w uszach, który towarzyszy mu od feralnego wypadku w dzieciństwie, w którego wyniku zginęli jego rodzice. Zdaje się jednak, że przyklejone do głowy bohatera słuchawki mają go chronić przed czymś jeszcze. Tym czymś są wyrzuty sumienia. Choć sam nikogo nie krzywdzi, jako kierowca złodziejskiej szajki regularnie jest świadkiem morderstw. 

Wszystko się zmienia, gdy przypadkiem poznaje Deborę (urocza Lily James). Pukająca do drzwi miłość i wizja ostatniej raty dla bezwzględnego Doca sprawiają, że przed chłopakiem otwiera się nowy etap życia



zawartość zablokowana

Autor: Magdalena Jakoniuk


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się