Obywatele drugiej świeżości

numer 1774 - 14.07.2017Publicystyka

Obywatele RP to pomysł na mocną konfrontację z Prawem i Sprawiedliwością, agresywną taktykę według reguł psychologii tłumu. Ale próba gry na polu przeciwnika, czyli kontrmanifestacja smoleńska, skończyła się fiaskiem: zero pozytywnego przekazu, pozbawieni ikry politycy opozycji, męczeńskie pozy na ofiary systemu, a po wszystkim wizyta w restauracji.

Teksty Jana Hartmana czytuję od lat z sentymentu do dawnego wykładowcy. Dawno mam za sobą etap zdziwienia jego radykalizacją: wśród kadry uniwersyteckiej zawsze jest sporo zwierząt bardzo politycznych. Ale wolałem go jako wykładowcę filozofii niźli rozpolitykowanego publicystę, jako naprawdę życzliwego studentom i studentkom mentora niźli tępego antyklerykała. Coraz rzadziej zaglądam na jego blog. A widzę, że to błąd, bo można tam znaleźć prawdziwe perełki.

Niechciany członek totalnej opozycji

Kilka dni temu Hartman opublikował na blogu notkę pod znamiennym tytułem „Żegnajcie kontrmiesięcznice! Czerwona kartka dla Frasyniuka”. Dla zwolenniczek i zwolenników postplatformerskiej opozycji to zapewne smutny tekst – inni w trakcie lektury nieźle się uśmieją. Profesor jednoznacznie potwierdza, że największym wrogiem totalnej opozycji jest... totalna opozycja.

Koniecznych będzie kilka cytatów – żeby było jasne, jak kondycję „obywateli opozycjonistów” widzi zdecydowany przeciwnik Prawa i Sprawiedliwości. Najpierw dwa zdania o liderze Obywateli RP Cezarym Pawle Kasprzaku: „Przez pół godziny było na placu Zamkowym dobrze. Potem już jednak coraz gorzej. Kasprzak najwyraźniej rządził mikrofonem. I sam decydował, kogo dopuścić do głosu. Ten facet tak ma, że czym więcej mówi o tym, że czas ruchów społecznych skupionych wokół liderów się skończył, tym bardziej wyłażą z niego ambicja, apodyktyczność i narcyzm. Na placu Zamkowym był cyrk Kasprzaka, a my byliśmy jego małpami”.

Dalej jest jeszcze zabawniej: „Na podwyższeniu wokół głównego mówcy i konferansjera Pawła Kasprzaka zgromadzili się ludzie, zdawałoby się, dużego kalibru. Każdy z nich liczył, że przemówi, lecz nie było im dane. Trzymano ich w niepewności, a potem nie udzielono głosu. Nie dziwię się, że [nie] oddano mikrofonu Kijowskiemu, który chyba spadł z konia, wyobrażając sobie, że miał tam wtedy coś do ugrania. Ale nie przemawiał również ani Niesiołowski, ani Lityński, ani Łoziński, ani nawet były premier Kazimierz Marcinkiewicz, o którym Kasprzak był łaskaw wypowiedzieć się pół metra od mikrofonu »po ch… Marcinkiewicz«, co usłyszało ponad tysiąc osób, z zainteresowanym na czele”.

Do telewizji i do knajpy

I smaczny fragment na koniec: „Schetyna z Petru widziani byli tego wieczora w którejś z restauracji. Symboliczne. Podemonstrować, a potem do telewizji i do knajpy. Taka to jest ta nasza walka. Obywatelskie nieposłuszeństwo za trzy grosze. […] Przeraża mnie to, że poza niezbyt udanymi i nie do końca rozumianymi przez społeczeństwo akcjami na Krakowskim Przedmieściu i pod Wawelem demokraci mają tak niewiele [do powiedzenia]. Jakże jesteśmy słabi! ”.

Ktoś powie – my to wszystko wiemy. Rzecz w tym, że taka opinia po stronie zwolenników i zwolenniczek Prawa i Sprawiedliwości może być potraktowana przez osoby postronne jako stronnicza



zawartość zablokowana

Autor: Krzysztof Wołodźko


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się