Wielka gala operowa

numer 1775 - 15.07.2017Publicystyka

Dzisiaj, w sobotę, koncertem z udziałem gwiazd opery w Teatrze Polskim w Warszawie zakończy się XXVII Festiwal Mozartowski. Całość poprowadzi wybitny austriacki dyrygent Friedrich Haider, kapelmistrz, który w produkcjach Warszawskiej Opery Kameralnej zadomowił się już na dobre.

Kunszt Friedricha Hai-

dera to bezspornie jedna z wielu wartości dodanych, które pozostaną po Festiwalu Mozartowskim, bowiem zarówno krytycy, jak i melomani z entuzjazmem przyjęli prowadzone przez niego dzieła. – Wybitny fachowiec, szybko znalazł wspólny język z orkiestrą instrumentów dawnych Musicae Antiquae Collegium Varsoviense oraz solistami – mówi Alicja Węgorzewska, szefowa WOK-u

i festiwalu. Fakt, że stworzył monolit z brzmienia orkiestry dotąd specjalizującej się głównie w muzyce epoki renesansu i baroku ze śpiewakami, dowodzi słuszności tego kroku. Osobiście od lat znałam i ceniłam kunszt Friedricha Haidera, wiedziałam, że jest to idealna osoba do realizacji mojej wizji opery. Ale co innego być przeświadczonym, a co innego zyskać zachwyt słuchaczy. A tak się stało. Już prowadzony przez niego koncert inauguracyjny w Filharmonii Narodowej z estradowym wykonaniem „Don Giovanniego” i Arturem Rucińskim w partii tytułowej były tego potwierdzeniem. 

Nowe otwarcie

To wszystko wpisuje się w zmianę formuły funkcjonowania całej instytucji. WOK musi radzić sobie na bardzo konkurencyjnym rynku muzycznym. Ciągle trzeba szukać nowych, atrakcyjnych dla melomana propozycji bez uszczerbku na poziomie artystycznym, a ta formuła będzie kontynuowana – powiedziała „Codziennej” szefowa kameralistów, dodając, że dzięki działaniom tegorocznym mecenasem 27. Festiwalu Mozartowskiego jest spółka PGE SA, natomiast pięknie wyglądający na scenie orkiestra MACV i Zespół Wokalny WOK to zasługa firmy Próchnik SA, będącej partnerem strategicznym festiwalu. Istotne okazało się również medialne wsparcie „Gazety Polskiej” i „Codziennej”. Te wszystkie elementy układanki okazały się kluczowymi dla ostatecznego sukcesu festiwalu. 

Ta zmiana jest bezspornie nie tylko słyszalna (nigdy dotąd nie było tak intensywnej obecności zespołu instrumentów dawnych) – sam rzut oka na festiwalowy program pokazał, że bardziej stał się on festiwalem muzyki Mozarta niż festiwalem oper Mistrza Wolfganga. Pierwotna formuła wypracowana przed ponad ćwierćwieczem przez nieodżałowanego Stefana Sutkowskiego (od której odszedł później sam), przez ponad pół wieku szefa i założyciela WOK-u,

oparta była na swoistym światowym fenomenie, czyli corocznym, kompletnym wykonaniu wszystkich dzieł scenicznych salzburskiego kompozytora. Z czasem i ta koncepcja u Sutkowskiego ewoluowała na rzecz kameralistyki i koncertów symfonicznych oraz oratoryjnych. Bezspornie frekwencja publiczności weryfikowała operowy afisz. Co tu ukrywać, niektóre dzieła za bytności Sutkowskiego, a później kolejnego szefa WOK-u

Jerzego Lacha nie cieszyły się popularnością. Ich obecność przez lata uzasadniona była koncepcją całościowej prezentacji Mozartowskiej spuścizny, jednak czas i zainteresowanie zweryfikowały ich wartość na tle Mozartowskiego kanonu. 

Strzał w dziesiątkę

To, co na początku tegorocznego festiwalu budziło kontrowersje, a w szczególności dotyczyło rozłożenia ciężaru 33 festiwalowych dni na bardziej zróżnicowane formuły wykonawcze kosztem opery, zyskało z czasem akceptację melomanów. Zamkowe koncerty, obecność w Studiu Koncertowym im. Witolda Lutosławskiego, Filharmonii Narodowej, warszawskich świątyniach, przestrzeni publicznej i finał w Teatrze Polskim to strzał w dziesiątkę. I świetnie się stało, bowiem to, co mogłoby oglądać w siedzibie WOK-u ok. 150 osób, w dużych salach cieszyło kilkukrotnie większe grono melomanów



zawartość zablokowana

Autor: Piotr Iwicki


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się