fot. Filip Blazejowski/Gazeta Polska

Amerykański kurs na sukces

numer 1794 - 07.08.2017Publicystyka

Geopolityka światowa, przypominająca zwykle wielki statek, zmieniający położenie bardzo powoli i sporadycznie wykonujący szybkie manewry, w ostatnich czasach przekształciła się, stając się zwinną, szybką żaglówką, dokonującą w globalnych regatach zaskakujących zwrotów.

Za tym geopolitycznym katamaranem nie nadążają nie tylko komentatorzy, ale też Unia Europejska, która doświadcza upadku – będąc jeszcze niedawno krążownikiem, może niezbyt nowym, ale budzącym respekt, staje się przeciekającą łajbą. Gorzej, że owa jednostka pływająca zwodowana w Brukseli żyje nadal złudzeniami, jakoby panowała na europejskim morzu i jakoby liczono się z nią na światowych akwenach. Tymczasem kapitan topi chandrę w alkoholu, pierwszy oficer ma obsesje i omamy, a sama łajba nadaje się do remontu generalnego i gruntownej wymiany załogi.

13 w skali Beauforta

Te żeglarskie metafory można kontynuować. Siłę sztormów na geopolitycznym morzu należy liczyć już nie na 10 w skali Beauforta, ale nawet na 13. A to, jak wiadomo, liczba, która przynosi nieszczę?cie... Od metafor przejd?my do konkret?w. 

Waszyngton prowadzi wzgl?dem Rosji polityk? przypominaj?c? czasy Ronalda Reagana. Prezydent Trump okaza? si? nie rosyjskim agentem wp?ywu czy kukie?k? w?r?ku Putina ? a?na takie role skazywa? go wrogi mu ameryka?ski i??wiatowy establishment liberalno-lewicowy ? lecz stanowczym obro?c? globalnego prymatu USA. Unia Europejska oskar?aj?ca go wcze?niej o?prorosyjsko?? sama przesz?a na pozycje prorosyjskie, przynajmniej w?sprawie tolerowania Nord Streamu. Histeryczne antyameryka?skie reakcje przypominaj? te z?lat 80., gdy na Starym Kontynencie wrogiem ?wiatowego pokoju obwo?ano prezydenta Reagana, a?ulice najwi?kszych europejskich metropolii zalane by?y setkami tysi?cy (sic!) demonstrant?w ? po?ytecznych idiot?w Moskwy.

ście... Od metafor przejdźmy do konkretów. 

Waszyngton prowadzi względem Rosji politykę przypominającą czasy Ronalda Reagana. Prezydent Trump okazał się nie rosyjskim agentem wpływu czy kukiełką w ręku Putina – a na takie role skazywał go wrogi mu amerykański i światowy establishment liberalno-lewicowy – lecz stanowczym obrońcą globalnego prymatu USA. Unia Europejska oskarżająca go wcześniej o prorosyjskość sama przeszła na pozycje prorosyjskie, przynajmniej w sprawie tolerowania Nord Streamu. Histeryczne antyamerykańskie reakcje przypominają te z lat 80., gdy na Starym Kontynencie wrogiem światowego pokoju obwołano prezydenta Reagana, a ulice największych europejskich metropolii zalane były setkami tysięcy (sic!) demonstrantów – pożytecznych idiotów Moskwy.

A jednak mniej Rosji na Bliskim Wschodzie

Jest bezsprzecznym faktem, że to Biały Dom ponownie dzisiaj stał się głównym punktem odniesienia w światowej polityce zagranicznej. Nie było to oczywiste za Baracka Obamy, np. w polityce bliskowschodniej. Ślamazarność ówczesnej administracji amerykańskiej w obszarze Middle East i żenujące zapowiedzi bez pokrycia poprzednika Donalda Trumpa, 44. prezydenta USA w sprawie Syrii – te o „nieprzekraczalnych liniach” – ukazywały niezdecydowanie USA, które zawsze jest objawem słabości. To tylko zachęcało Rosję Putina do buszowania w państwie rządzonym przez Baszara al-Asada. Moskwa ustawiała się tam w roli rozgrywającego, choć jej potencjał militarny i ekonomiczny (zwłaszcza) jest zdecydowanie słabszy niż Waszyngtonu. Kreml po prostu wchodził w miejsce opuszczone przez Stany Zjednoczone na skutek krótkowzrocznej – i uwaga paradoksalnie – izolacjonistycznej polityki B.H. Obamy. To o tyle ciekawe, że argument izolacjonizmu, wycofania się czy ograniczenia udziału USA był używany jako kij bejsbolowy lewicowych liberałów przeciwko Trumpowi



zawartość zablokowana

Autor: Ryszard Czarnecki


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się