Skłócony Zachód przegra

numer 1797 - 10.08.2017Publicystyka

„The New York Times” podał trzy dni temu informację, że wiceprezydent USA Mike Pence chce rywalizować z Trumpem o przywództwo w 2020 r. Polskie lewicowe media powieliły fake news, grzmiąc: chaos panuje u Republikanów! Skłócanie i zohydzanie przeciwników to stara strategia imperiów.

Rewelacja „NYT” pojawiła się w trakcie kampanii wyborczej do Senatu USA, ale także zaraz po ważnej delegacji zagranicznej Pence’a, która miała wymiar antykremlowski. Wiceprezydent odwiedził pod koniec lipca Estonię, Gruzję i Czarnogórę, a wymowa jego wizyty była przedłużeniem przemówienia prezydenta Donalda Trumpa w Warszawie: „Prezydent Trump przysłał mnie tu po to, by powiedzieć: jesteśmy z wami. Stoimy razem z narodami Estonii, Łotwy i Litwy”. 

Podobne słowa padły w Tbilisi, bowiem i tutaj Pence powołał się na misję zleconą przez głowę amerykańskiego państwa: „Stoimy razem z wami w służbie wolności i wspólnych wartości”. 

W Czarnogórze Pence był jeszcze bardziej ofensywny wobec Moskwy – zapewniał tam przywódców zachodnich Bałkanów, że „Rosja pracuje nad destabilizacją [waszego] regionu, podkopuje waszą demokrację i próbuje was podzielić między siebie a resztę Europy”. Amerykanin nawiązał tu do nieudanego zamachu stanu, jaki Rosjanie próbowali przeprowadzić w Czarnogórze w lutym tego roku. W planach, jak twierdzi „Daily Telegraph”, miało być nawet zamordowanie premiera Mila Djukanovicia i przejęcie władzy przez prorosyjskich polityków. 

Waszyngton w ten sposób chciał dać wyraźny sygnał dla Kremla – znamy wasze zamiary i wasze sztuczki, wiemy, jak ingerujecie w procesy demokratyczne innych krajów, także USA. Nic więc dziwnego, że kilka dni później Pence staje się ofiarą akcji dezinformacyjnej, próbującej podzielić elity republikańskie rządzące obecnie w Ameryce. 

Stare jak Imperium Romanum: dziel i rządź

Truizmem jest przypominanie łacińskiej sentencji „divide et impera”. Już starożytni utrzymywali waśnie między podbitymi plemionami, aby ich poddani, zjednoczeni w jakimś spontanicznym porozumieniu, nie przeciwstawili się władzy. Rosja jednak potrafiła język wewnętrznych podziałów przełożyć na sprawy zagraniczne. Bo choć Federacja nadal pozostaje w pierwszej dziesiątce krajów świata pod względem PKB i liczby ludności, nadal jest największa na świecie, to nie jest w stanie wygrać w bezpośredniej konfrontacji z Chinami czy USA, a nawet z Europą. Ale gdyby między tymi potęgami przebiegały dodatkowe fronty…

Niestety, najsłabszym ogniwem wśród państw niezależnych od Kremla jest właśnie Unia Europejska. Nie tylko z własnej woli uzależniona jest od surowców energetycznych ze Wschodu (prawie 103 mld m sześc. gazu do Europy i Turcji), ale też skrajnie podzielona w zakresie swojego stosunku do Rosji. Niemcy robią z Rosją interesy, kraje naszego regionu wskazują na agresywne zamiary Moskwy, Hiszpania i Portugalia są niezainteresowane problemem. Jeśli zaś któryś z polityków wykazuje wolę sprzeciwu wobec rosyjskiej hegemonii, dzieją się wokół niego dziwne wypadki medialne. Mike ­Pence natychmiast uciął spekulacje o jego rzekomych zamiarach rywalizowania z Trumpem. Czy Polska potrafi równie jednoznacznie zaprzeczać prowokacjom?

„W Polsce rządzą faszyści”

„Niech się pan nie przejmuje, w każdym kraju są jacyś faszyści. Oni u was rządzą teraz, ale w końcu ich wyrzucicie” – mówiła mi starsza Rosjanka w Kiszyniowie. Rosyjskojęzyczni obywatele Mołdawii powtarzali mi to bardzo często, z żarem w głosie recytując jak z księgi, że „faszyści by was starli w proch w czasie II wojny światowej, gdyby nie Armia Czerwona”. Słyszałem to w miastach, miasteczkach i na kompletnym odludziu



zawartość zablokowana

Autor: Jakub Augustyn Maciejewski


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się