Rynek ochrony czy patologiczny układ?

numer 1799 - 12.08.2017Publicystyka

Ochrona wielu placów budowy, osiedli mieszkaniowych, miejsc publicznych, hal produkcyjnych itp. to czyste kpiny: schorowani, starsi pracownicy to tak naprawdę żadna ochrona. W dodatku wciąż panują w tym biznesie złodziejskie płace i dzikie warunki pracy. Od lat wokół tej branży panuje zmowa milczenia – zbyt wielu ludziom zależy, żeby nic się nie stało kurze znoszącej złote jaja.

Kilka dni temu rozmawiałem z Adrianą Porowską, szefową Kamiliańskiej Misji Pomocy Społecznej, która na początku sierpnia podjęła interwencję w sprawie dwóch bezdomnych zatrudnionych na jednym z największych stołecznych placów budowy w centrum stolicy. Mężczyźni dostają za godzinę pracy nie 13 zł, ale 5,50 zł i od kilku miesięcy robią na czarno; „pracodawca” nawet w upały nie zapewnia im wody, a tzw. stróżówki to budy urągające ludzkim warunkom.

Po prostu wyzysk

Pierwsza interwencyjna rozmowa zakończyła się, tak to nazwijmy, połowicznym sukcesem. Od koordynatora pracy ochroniarzy Porowska usłyszała przez telefon na pożegnanie: „sp..., stara k...”. Większą dyplomacją wykazał się prezes firmy, który w rozmowie telefonicznej obiecał bezdomnym pracownikom umowy i wypłatę wynagrodzenia. Zamilkł jednak zapytany, czy słyszał, że stawka godzinowa w Polsce od jakiegoś czasu wynosi 13 zł. Trudno się dziwić jego „dyplomatycznemu” milczeniu – miejmy nadzieję, że jemu i jemu podobnym prędzej czy później to milczenie stanie kością w gardle.

Sytuacja, którą opisała szefowa Kamiliańskiej Misji Pomocy Społecznej, nie jest odosobniona. W marcu 2017 r. głośno było o historii z Opola, gdy okazało się, że wynajęta przez miasto firma ochroniarska Neo Grup z siedzibą w Warszawie płaciła ochroniarzom 1,19 zł za godzinę. Za 400 godz. pracy jedna z osób otrzymała... 500 zł wynagrodzenia. Wśród zatrudnionych byli również bezdomni, ochroniarze zmuszeni byli pić deszczówkę ze starych rynien i wiader, zimą w pomieszczeniach nie było ogrzewania. Jeszcze w listopadzie 2016 r. Państwowa Inspekcja Pracy informowała opolski ratusz o skandalicznej sytuacji, ale nic to nie dało. W kwietniu 2017 r. firma Neo Grup sama zrezygnowała z dalszego wykonywania usług.

Nie ma za co jeść i pić

Wyobrażam sobie wiele marnych argumentów, które zdolni byliby przedstawić miłośnicy lumpenliberalizmu, żeby usprawiedliwić podobne praktyki. Ale to nie bezdomni, ubodzy, osoby z niepełnosprawnościami, dotknięci chorobami i wypadkami losowymi są winni, że istnieje w Polsce przyzwolenie na to, żeby ich wyzyskiwać i oszukiwać. W moim kraju, w którym tak mocno klaszcze się papieżom, dla łatwych pieniędzy można zrobić z ludźmi wszystko, szczególnie z tymi, którzy nie potrafią sami się obronić, nie mają dostępu do porad prawnych, nie radzą sobie w kontakcie z instytucjami i dają się zastraszyć lub zmanipulować swoim wyzyskiwaczom.

Polska bieda, a nierzadko także rozpaczliwie nieudane próby odbicia się od dna, biorą się właśnie z upodlających warunków pracy i nieuczciwego traktowania ludzi przez pracodawców oraz z urzędniczej obojętności, niemożności lub cichego instytucjonalnego przyzwolenia na taki stan rzeczy. Stąd właśnie pracujący ubodzy – ludzie wpychani przez lata w coraz większą biedę, ponieważ mieli przeciw sobie wszystkich i wszystko: opinię publiczną, rządy Platformy, które w ramach „pakietu antykryzysowego” rozbujały rynek śmieciowego zatrudnienia, wysokie bezrobocie, głodowe i nieregularnie wypłacane na rękę pieniądze



zawartość zablokowana

Autor: Krzysztof Wołodźko


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się