Polskie katakumby Pryscylli nad Odrą

numer 1809 - 25.08.2017Podróże

Za moimi plecami fresk o stworzeniu Ewy. Zaraz obok „Grzech pierworodny”. Dalej „Pokłon Trzech Króli”. Jest też cała męka Pańska z ukoronowaniem cierniem, niesieniem krzyża i ukrzyżowaniem.

Przy niewielkiej rzymskiej Via Salari próżno szukać wielu autobusów z turystami. Tak po prawdzie nie widać w tej chwili ani jednego. Z prostej przyczyny. Nie miałyby się gdzie zatrzymać. Niech to nas jednak nie zmyli. Via Salari jest dobrze znana każdemu przewodnikowi i amatorowi rzymskiej sztuki sakralnej. Zwłaszcza tej pradawnej. To właśnie tutaj znajdują się bowiem katakumby Pryscylli. Może i nie tak znane, jak te przy Via Appia Antica – katakumby św. Kaliksta, nazywane „małym Watykanem” (ze względu na wielu pochowanych tam papieży), ale z pewnością równie interesujące. To w katakumbach Pryscylli znajdziemy najstarszy w sztuce zachodniej wizerunek Matki Bożej z Dzieciątkiem. Pochodzi z przełomu II i III w.

Ktoś powie: „A na co mi ta wiedza? Lubię freski, zwłaszcza te pradawne, z uchwyconym duchem epoki. Ale żeby jechać do dalekiego Rzymu? Bez przesady”. Mam dziś dla państwa dobrą wiadomość. Wcale nie trzeba jechać do Wiecznego Miasta. Przekonałem się o tym jakiś czas temu…

– Stefan, a byłeś już w Weł­tyniu? – zapytał mnie któregoś dnia Przemek, mieszkaniec Gryfina, niewielkiego miasteczka w województwie zachodniopomorskim.

– Szczerze powiedziawszy, to jestem po raz pierwszy w Gryfinie. A co dopiero w jakimś Weł...

– Wełtyniu – uśmiechnął się kolega.

– Nie. Nie byłem. Skąd ta sonda? – zadrwiłem w rewanżu.

– Pojedź, a zobaczysz skąd. Pytaj o kościół.

– Jaki znowu kościół?

– Kościół Matki Bożej… – odpowiedział tajemniczo. Więcej nie chciał zdradzić.

Nie wiem, z czego to wynika, ale jakoś tak zwykle wychodzi, że właśnie takie wypady: zupełnie nieplanowane i znajdujące się poza skrzętnie opracowaną wcześniej marszrutą, najczęściej kończą się najlepszymi wspomnieniami. Nie inaczej było i tym razem.

Z Gryfina do maleńkiego Wełtynia jedzie się kilkanaście minut. Po drodze nie ma nic ciekawego. Ot, zwykłe pola i trochę przydrożnych krzaków. Lokalny ikarus wysadza mnie na środku wsi. Zostaję sam. Ja i Wełtyń. A nie, przepraszam. Widzę jeszcze pewną panią, której sweterek i raźny chód zapamiętam chyba na długo



zawartość zablokowana

Autor: Stefan Czerniecki


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się