fot. Tomasz Hamrat/Gazeta Polska

Realizować linię centrali

numer 1823 - 11.09.2017Publicystyka

Tabloidy kierują się żelazną logiką, z którą politycy muszą się pogodzić. To, w jaki sposób piszą, czy to o poszczególnych decydentach, czy o partiach, zależy od sondaży opinii publicznej. 

Kiedy więc rząd jest popularny, może liczyć na życzliwość takich dzienników, ale gdy wyborcy odwracają się od rządzącej formacji – biada jej politykom. Liczy się bowiem sprzedaż i zysk, czyli żelazne prawa rynku. Przynajmniej w teorii, bowiem wydawany w Polsce dziennik szwajcarsko-niemieckiego koncernu Ringier Axel Springer zaprzecza tej zasadzie. Chociaż PiS bije rekordy popularności, jest przez gazetę wściekle atakowany, a dział polityczny pisma jest kontrolowany przez osoby otwarcie głoszące wrogość do konserwatywnych środowisk.

Wspólny mianownik: pogarda

Tylko w tym roku „Fakt” – bo o tym tytule mowa – rozpętał dwie brutalne wojny, których celem jest obrzydzenie Polakom PiS-u. Chodzi o serię ataków na ministra Antoniego Macierewicza i prezesa Telewizji Polskiej Jacka Kurskiego. Oba ataki, co charakterystyczne, oparto nie na twardych dowodach nadużyć, ale na spekulacjach. 

„Fakt” – obok tracącego czytelników „Newsweeka” – jest sztandarowym produktem koncernu Ringier Axel Springer, skierowanym do polskiego odbiorcy. Media RAS łączy jedno: od chwili przejęcia władzy przez PiS stanowią jednolity front uderzający w polską prawicę. De facto mówią jednym głosem z niemieckojęzycznymi tytułami Springera. Nie dziwi to w świetle ujawnionych instrukcji prezesa koncernu Marka Dekana, które zostały przez komentatorów ocenione jako łamiąca wszelkie zasady etyki medialnej próba wpływania na niezależność dziennikarzy.

O ile „Newsweek”, skierowany do „elit” (elit w rozumieniu polityków PO, oczywiście) pozwolił sobie na niewybredne ataki na beneficjentów programu Rodzina 500+, to adresowany do masowego odbiorcy „Fakt” nie może sobie na otwartą pogardę pozwolić. Dlatego skupia się na osobach publicznych, którym opozycja od dłuższego czasu przyprawia „gębę”. „Fakt” – obok „Gazety Wyborczej” – stał się głównym medium promującym książkę Tomasza Piątka, będącą paszkwilem na ministra Macierewicza. Paszkwilem tak słabym, że nawet politycy PO niewiele zdołali z niego wycisnąć. 

Z kolei ostatnie tygodnie przyniosły na łamach „Faktu” prawdziwy festiwal publikacji dotyczących prezesa Telewizji Polskiej Jacka Kurskiego. Dziennikarze zaliczyli jednak sporą wpadkę, atakując Kurskiego za rzekome wykorzystywanie służbowego samochodu do prywatnych celów. Kurski odpowiedział oświadczeniem, w którym przypomniał, że właśnie uporządkował w TVP dotychczasowe bezhołowie w zakresie korzystania z aut służbowych, m.in. w kwestii odpłatności za korzystanie z tych pojazdów do celów pozasłużbowych. I załączył skan potwierdzenia przelewu. Jak można się było spodziewać – oświadczenie nie odbiło się szerokim echem na łamach tabloidu…

Bezstronny – do czasu

Nie zawsze tak było. Kiedy w 2003 r. powstawał „Fakt”, jedną z jego charakterystycznych cech był świetnie redagowany, rozbudowany dział opinii. Na łamach wysokonakładowego dziennika publikowali politycy, eksperci, komentatorzy od lewa do prawa. Od Tomasza Lisa i Janusza Rolickiego po czołowych polityków PiS-u



zawartość zablokowana

Autor: Patrycja Modracka


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się