Kolumbowie. Rocznik 70

numer 1825 - 13.09.2017Publicystyka

Tak, oczywiście czytałem powieść Romana Bratnego i to trzykrotnie. Tak, oczywiście bardzo chciałem być jak Kolumb, Zygmunt czy Czarny Olo, a mniej jak Jerzy. Tak, oczywiście zostałem koncertowo zmanipulowany przez autora, wierząc bezkrytycznie we wszystko, co napisał. 

Tak, oczywiście dziś już nie wierzę we wszystko, co Bratny napisał, ale wciąż chcę być jak Kolumb, Zygmunt czy Czarny Olo, a mniej jak Jerzy. Przecież pomimo upływu lat we wnętrzu wciąż czuję tak samo. Gdzieś tam głęboko z tyłu mózgu, w którym nieubłaganie tyka biologiczny zegar, pozostały zarchiwizowane marzenia z dzieciństwa i młodości. Jestem radosnym dzieckiem, urodzonym na początku gierkowskiej „dekady dobrobytu na kredyt” i wciąż marzę. Marzę o tym, aby moje dzieci i wnuki żyły spokojnie, dostatnio i bez takich trosk, jakie towarzyszyły mnie i moim rówieśnikom praktycznie przez całe życie. Jednak, aby tego dokonać, potrzebna jest determinacja, zdecydowanie, upór i konsekwencja w znojnym uprawianiu „poletka codzienności”. Są to warunki niezbędne do spełnienia, by o naszym pokoleniu nikt nie mówił, jak o literackich protoplastach – „pokolenie stracone”. 

Czołgi i mundial

Moje pierwsze poważne zetknięcie z wielką polityką nastąpiło 30 marca 1981 r. Wracałem ze szkoły do domu z dużą werwą, a mą pucołowatą i piegowatą twarz przyozdabiał szeroki uśmiech. Powód był niebłahy – w całej Łodzi trwało pogotowie strajkowe, a w dzienniczku ucznia widniała adnotacja, że jeśli jutro rozpocznie się strajk generalny, to zajęcia lekcyjne pozostaną zawieszone. Co za rozkosz dla dziewięciolatka, zamiast ślęczeć w szkolnej ławie, będę mógł wydeptać okoliczne trawniki, narażając się jedynie na gniewne spojrzenie dozorczyni oraz jej ewentualną skargę do rodziców. W domu ojciec nie podzielił synowskiej radości i podpisując nauczycielską notę, kręcił głową z troską. Ja się wtedy nie bałem. Wiedziałem bowiem, że jeśli zacznie dziać się coś złego, to zawsze znajdę bezpieczne schronienie w jego potężnych, nawykłych do wysiłku ramionach. 

Czy strajk był, nie pamiętam, ale zrobiło się fajnie zimą tego roku, gdy tuż przed Bożym Narodzeniem zaczęły jeździć po mieście samochody wypełnione żołnierzami, z których każdy miał przy sobie długą broń. Co to był za wspaniały widok! Radiowy bełkot o opanowaniu sytuacji w kraju i „wycięciu egzemy Solidarności” koił wewnętrzny niepokój, który pojawiał się zawsze, gdy strzępy smutnych, rodzicielskich rozmów, dobiegały moich uszu. Wreszcie końcówka roku szkolnego i nastał czas najwspanialszy – piłkarski mundial w Hiszpanii! 

Dekady pedagogiki wstydu

Wyczyny ekipy Antoniego Piechniczka, masakrującej na iberyjskiej murawie najpierw peruwiańską, a później belgijską jedenastkę, podziwiał z warszawskiego telewizyjnego studia Tomasz Wołek, anonsowany jako wybitny znawca futbolu i odległego, latynoamerykańskiego świata. Sprawnie szermujący nazwami egzotycznych miejscowości, pewny siebie, wygodnie rozparty w fotelu mężczyzna budził mój podziw. Jakże on odbiegał wizerunkowo od mojego taty – ciężko pracującego robotnika widzewskiej fabryki, który dzielił swoje życie jedynie między zakład pracy i dom rodzinny!

Skąd mogłem wtedy wiedzieć, że zostałem wstępnie poddany psychicznej obróbce, ochrzczonej po latach imieniem „pedagogiki wstydu”? Musiały upłynąć dekady, zanim pojąłem wszystkie mechanizmy rządzące ówczesnym światem, a które przełożyły się na dzień dzisiejszy i nadały irracjonalny kształt piramidzie społecznej, tak zazdrośnie strzeżonej i konserwowanej przez elity III Rzeczypospolitej. Ta monumentalna budowla jest obecnie dekomponowana przez ekipę, która doszła do władzy w wyniku elekcji parlamentarnej roku 2015, a wrzask, jaki owemu przedsięwzięciu towarzyszy, przypomina dźwięki dochodzące z przyfrontowego lazaretu, gdzie podstawowym i najczę?ciej wykonywanym zabiegiem jest amputacja. 

ściej wykonywanym zabiegiem jest amputacja



zawartość zablokowana

Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się