fot. Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

Porozmawiajmy o rynkowych patologiach

numer 1825 - 13.09.2017Publicystyka

Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, nie jest bohaterem mojej opowieści społeczno-gospodarczej, trudno jednak przejść obojętnie wobec listu otwartego, jaki wystosował do Jacka Rostowskiego i Mateusza Szczurka, prominentnych polityków Platformy Obywatelskiej, przez lata bezpośrednio odpowiedzialnych za najważniejsze decyzje ekonomiczne państwa polskiego. 

List utrzymany jest w sarkastycznym tonie, prezes Kaźmierczak nie stroni od szyderstw wobec jego adresatów, ale sprawa jest bardzo poważna. Rzecz dotyczy naprawdę solidnych pieniędzy – dlatego nie wiadomo w sumie: śmiać się czy płakać.

Do wielmożnych panów ministrów 

Pozwolę sobie na nieco dłuższy skrót listu w formie zwartego cytatu: „Wielce Wielmożni Panowie Ministrowie, list mój spowodowany jest danymi, które publikuje w ostatnich miesiącach Ministerstwo Finansów, a z których wynika, że w bieżącym roku uda się Morawieckiemu ograniczyć wyłudzenia podatku VAT na okrągłą sumkę 20 mld zł. Większość tych wyłudzeń miała miejsce w sektorze paliwowym, jak się okazuje. Cłami i akcyzą u Was zajmował się bohater moich niezliczonych wystąpień, wiceminister Jacek Kapica. W zasadzie trudno mi znaleźć miesiąc, w którym w czasie Waszych rządów, nie musiałem się zajmować tym ancymonem”. 

Dalej Kaźmierczak pisze: „Jak to jest możliwe, że dziesiątki naszych pism, konferencji i raportów pozostało bez odpowiedzi? Jak to jest możliwe, że skargi do Was na Kapicę kierowane były do odpowiedzi do niego. Jak to możliwe, że zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa prokuratury umarzały lub nie wszczynały postępowań. Z publikowanych obecnie danych wynika, że w czasie Waszych rządów grupy przestępcze buchnęły Polakom co najmniej 160 mld zł z VAT. Czy możecie Panowie wyjaśnić, skąd Wasza wieloletnia ochrona dla tego Pana i zezwolenie na jego działalność? Byłbym wdzięczny też za krótkie info, ile w tym czasie jak złodzieje tirami wywozili z Polski pieniądze, dostał pochwał i premii finansowych”. Wątpię, czy list prezesa ZPP-u doczeka się odpowiedzi wielmożnych panów eksministrów Szczurka i Rostowskiego, ale uważam, że powinien dotrzeć do jak najszerszego grona odbiorców.

Pozwolę sobie na pewien przeskok myślowy. Często przez lata spotykałem się z zarzutem ze strony ­lumpenliberałów, że jestem jeszcze gorszy niż lewica obyczajowa, bo zamiast jak tamci siedzieć w „lewackiej niszy” i zajmować się tzw. obyczajówką, szczuję ludzi na przedsiębiorców. Przyznaję bez bicia: w ciągu kolejnych lat publicystycznej aktywności nigdy nie chodziłem na bankiety organizowane przez biznes, nie wygłaszałem peanów na cześć wolnego rynku, tym bardziej że jakoś dziwnie od początku III RP pachniał bantustanem, sitwami, wyzyskiem, a na prawicy najlepiej dogadywałem się z opcją wrażliwą społecznie. Równocześnie, choć nie był to nigdy i pewnie nie będzie główny lejtmotyw mojej publicystyki, szanuję, cenię i tak po ludzku lubię ludzi biznesu, którzy rzetelnie, startując niekiedy od zera, prowadzą różnoraką działalność gospodarczą. Nie uważam, że każdy powinien być przedsiębiorcą (to jakaś lumpenliberalna utopia), ale rozumiem, że w każdym społeczeństwie jest jakaś grupa ludzi z różnorakimi predyspozycjami do prowadzenia własnego biznesu



zawartość zablokowana

Autor: Krzysztof Wołodźko


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się