Muzeum, które dzieli Europę

numer 1825 - 13.09.2017Kultura



WYWIAD Dom Historii Europy to element niemieckiej polityki historycznej. Jestem przeciwny tworzeniu muzeów historii Europy, bo wiele narodów ma swój pogląd na historię i próby znalezienia za wszelką cenę wspólnego spojrzenia mają nikłą szansę na satysfakcjonujący efekt – mówi RYSZARD CZARNECKI, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego, w rozmowie z SYLWIĄ KRASNODĘBSKĄ.

Publicyści i historycy oburzają się, że w znajdującym się w Brukseli Domu Historii Europy Henryk Sienkiewicz przedstawiony jest jako nacjonalista szerzący nienawiść, Józef Piłsudski jako dyktator, a chrześcijaństwo jako złowrogi ruch. Pan interweniował w tej sprawie. Czy skutecznie?

Dom Historii Europy powstawał 10 lat. Jego ojcem chrzestnym był niemiecki polityk z partii Angeli Merkel Hans-Gert Pöttering, który pełnił funkcję szefa europarlamentu w latach 2007–2009. Założenia projektu muzeum były wspierane przez jego następców: Jerzego Buzka, a potem przez Martina Schulza. W 2014 r., gdy zostałem wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego, wystosowałem listy do Martina Schultza, w których podkreślałem, że stała wystawa musi być akceptowana przez wszystkie kraje członkowskie i nie może być kolejnym elementem poprawności politycznej. Wskazywałem na konkretne kontrowersje. Wraz z prof. Karolem Karskim wystosowałem również pisma do Tai Vovk van Gaal, która kierowała zespołem historyków tworzących muzeum. Podkreślałem, że w projekcie wystawy nie ma informacji o wkładzie Polski w zastopowanie inwazji tureckiej w XVII w., a także zatrzymanie inwazji bolszewickiej w 1920 r



zawartość zablokowana

Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się