fot. Tomasz Hamrat/Gazeta Polska

Pieniądze na statki

numer 1825 - 13.09.2017Gospodarka

Morski Fundusz Inwestycyjny, którego zasady działania poznamy do końca tego roku, będzie miał ogromne znaczenie dla przemysłu stoczniowego. Celem bowiem jest stuprocentowe odbudowanie gospodarki stoczniowej – powiedział Marek Gróbarczyk, minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej.

Resort stawia sobie ambitny cel odbudowania gospodarki stoczniowej na poziomie sprzed kryzysu, czyli budowy 500 tys. ton statków rocznie. Dla porównania rok temu było tylko 25 tys. ton. Morski Fundusz Inwestycyjny ma pomóc w pozyskiwaniu pieniędzy na budowę statków. Jak wyjaśnia minister Gróbarczyk, Morski Fundusz Inwestycyjny będzie trwałym mechanizmem finansowania inwestycji, akceptowanym przez konsorcja i banki. Dzięki temu proces przyznawania pieniędzy na realizację projektów znacznie się skróci. Dziś ta procedura trwa półtora roku, a w przyszłości ma wynieść miesiąc.

– Na budowie statków można bardzo dobrze zarobić – przekonuje Paweł Brzezicki, zarządca komisaryczny w Polskiej Żegludze Morskiej. – Kilogram dobrze wykonanego statku kosztuje więcej niż kilogram samochodu, a jest to przecież ogromna masa – tłumaczy obrazowo Brzezicki.

Morskie fundusze istnieją w wielu krajach, m.in. w Danii, Holandii. Nie jest to zatem wymysł wyłącznie polski.

Według znawców branży Polska ma ogromne szanse na odbudowanie zaawansowanego przemysłu stoczniowego – produkcji złożonych technicznie, nowoczesnych, wręcz prekursorskich, z wykorzystaniem branży informatycznej. Mamy kilkudziesięcioletnią tradycję w budowie statków, a uczelnie wciąż kształcą inżynierów specjalizujących się w poszczególnych procesach produkcji jednostek pływających. W dodatku wiedza ta jest starannie pielęgnowana w biurach projektowych.

Sceptycy uważają, że tego planu nie da się wcielić w życie, ponieważ przemysł stoczniowy na świecie wszedł w fazę stagnacji. Padają kolejne stocznie na skutek spadku zamówień. Jednak – zauważają optymiści – trzeba sporządzić dogłębną analizę rynku przewozów morskich, by wyznaczyć kierunek rozwoju. Całkowite wyparcie żagli przez nowocześniejsze układy napędowe dokonywało się w ciągu kilkudziesięciu lat. Obecnie postęp technologiczny następuje szybciej. Jeszcze 50 lat temu załadunek towarów na statki odbywał się za pośrednictwem setek dźwigów. Obecnie w obiegu gospodarczym na świecie są dziesiątki milionów kontenerów. Teraz jest czas, by zastanowić się nad nowatorskimi produktami. Mówi się już o statkach bezzałogowych, o technologiach wykorzystujących gaz skroplony LNG w temperaturze -162 st. C do chłodzenia silników elektrycznych. Taka innowacja, jak wielkogabarytowy silnik elektryczny z nadprzewodzącymi uzwojeniami, mogłaby w dłuższej perspektywie doprowadzić do zarzucenia produkcji standardowych silników spalinowych. Jednakże skok technologiczny nie może się odbyć bez wsparcia finansowego państwa – wskazują eksperci.



Autor: Lucyna Piwowarska