fot. Czerniecki.net

Bazar w Kota Kinabalu

numer 1845 - 06.10.2017Podróże

Gigantyczny szczur przebiega przez spowitą ciemnością ulicę. Mknie od jednego krawężnika do drugiego. Jest tak wielki, że nawet mimo mroku widać na tle jezdni wyraźnie poruszający się jego ciemny zarys. Nie zachęca to do dalszego spaceru.

Tym bardziej że i nastrój w tym mieście jakiś taki niesprzyjający spacerowaniu. Latarni nie za wiele. A są zakątki, w których nie ma ich praktycznie wcale. Długie ciągi odrapanych, przerażających budynków mieszkalnych. Pomiędzy jednym długim blokiem a drugim ciągnie się czarny chodnik. Z powylewaną gdzieniegdzie mazią. Sam już nie wiem, co to jest. Woda? Owszem, na Borneo pada dość często. Dziś również. Jednak ze względu na temperaturę woda szybko wraca do atmosfery. Zwłaszcza ta z chodnikowych kałuż.

– Czujesz ten smród? – eksplorujący wraz ze mną ulice Kota Kinabalu Michał ma rację. To nie musi być deszczówka. Te plamy na chodniku to prawdopodobnie pozostałości po różnego rodzaju olejach i szambie. Wolę już nie myśleć, po czym jeszcze…

Na pobliskim balkonie dostrzegam wlepione we mnie duże czarne oczy. To jakieś malajskie dziecko. Być może zbudziła je nasza rozmowa prowadzona w egzotycznym dla niego języku. Stoi w milczeniu i patrzy. Dziwnie się tu czuję.

Autorzy przewodnika o malajskim Kota Kinabalu piszą jedynie o zegarowej wieży wybudowanej w 1902 r. ku pamięci niejakiego Francisa George’a Atkinsona, pierwszego oficera dystryktu Jesselton. Na upartego do listy atrakcji dodaje się jeszcze Muzeum Historii Naturalnej Stanu Sabah oraz Muzeum Islamskie. O tej godzinie pewnie zresztą już zamknięte.

Na ulicach pustki. Nie ma tu żywego ducha. Aż dziwne. I takie zastanawiająco podejrzane… Udaję się w kierunku morza. Choćby po to, by poczuć bryzę. Przy oceanie ruch intensywniejszy. Jest też jakiś większy hotel. Kilkoro gości okupuje restauracyjne stoliki na dole obiektu. Daleko tu jednak do atmosfery wieczornego gwaru tak typowego dla nocnego Bangkoku czy Kuala Lumpur. Jest naprawdę cicho. Do tego stopnia, że słychać zderzające się ze sobą bile na stole bilardowym. Kilku skośnookich mężczyzn w świetle mrugającej, dającej słabe światło żarówki kontempluje powolnie mijający wieczór



zawartość zablokowana

Autor: Stefan Czerniecki


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się