Tajemnica więźnia nr 7

numer 1848 - 10.10.2017Społeczeństwo

Rosja Sprawa Wallenberga



Historia Raoula Wallenberga to jedna z największych tajemnic moskiewskiej bezpieki, pilnie strzeżona już od ponad półwiecza. Dowodem na to jest niedawna decyzja sądu, w całości po myśli FSB. Wiadomo, że Sowieci porwali Wallenberga z Budapesztu i uwięzili na Łubiance. Nie wiadomo, kiedy i w jakich okolicznościach stracił życie.

Dnia 17 stycznia 1945 r. sowiecka armia „wyzwoliła” zgliszcza Warszawy. Tego samego dnia ludzie w mundurach Smierszu zatrzymali na jednej z ulic Budapesztu samochód na dyplomatycznych numerach. Trwała właśnie bitwa o stolicę Węgier i Armia Czerwona dzielnica po dzielnicy przejmowała miasto. Mimo wojennego chaosu Rosjanie dokładnie wiedzieli, kto podróżuje samochodem. Wyciągnęli dwóch mężczyzn. Jednym z nich był szwedzki dyplomata Raoul Wallenberg, drugim jego szofer Vilmos Langfelder.

Dramat dyplomaty

Wallenberg miał 32 lata, gdy przyjechał do Budapesztu jako sekretarz poselstwa Królestwa Szwecji. Było lato 1944 r., od kilku miesięcy Węgry znajdowały się pod okupacją Niemiec. Dla społeczności żydowskiej oznaczało to wyrok śmierci. Tysiące Żydów uratowały się dzięki działalności Wallenberga, który wydawał im szwedzkie paszporty i ukrywał w chronionych immunitetem dyplomatycznym nieruchomościach.

Wallenberga śledził poprzez swoją agenturę wywiad sowiecki. Moskwę intrygowało zachowanie Szweda, dla niektórych Sowietów wyglądało to na przykrycie tajnych politycznych planów. Szwed przy pierwszej okazji został zatrzymany i wywieziony (wraz z szoferem) do Moskwy. Co działo się później – do dziś pozostaje tajemnicą. Szwedzi uznali swojego dyplomatę za zaginionego, ale z powodów politycznych niezbyt gorliwie prowadzili poszukiwania. Moskwa zaś zaprzeczała, jakoby aresztowała Wallenberga. W sierpniu 1947 r. Andriej Wyszynski, wtedy wiceminister spraw zagranicznych, oficjalnie oświadczył, że Wallenberga nie ma w ZSRS-ie.

Dopiero w lutym 1957 r. Moskwa oficjalnie poinformowała Sztokholm o śmierci dyplomaty, przyznając tym samym, że został porwany z Budapesztu przez sowiecką bezpiekę. Według oficjalnej wersji dyplomata przebywał w więzieniu wewnętrznym Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego na Łubiance, gdzie zmarł 17 lipca 1947 r. na atak serca, a jego ciało zostało „skremowane bez sekcji zwłok”. Na potwierdzenie tej wersji Sowieci przedstawili dokument: raport naczelnika wydziału sanitarnego więzienia Smolcowa dla ministra spraw wewnętrznych Wiktora Abakumowa. Raport budził jednak spore wątpliwości co do jego autentyczności. 

Ogłoszona wtedy wersja oficjalnie obowiązuje do dziś. Potwierdziło ją dochodzenie rządu rosyjskiego. Co ciekawe, kierował nim Wiaczesław Nikonow, wnuk Wiaczesława Mołotowa, zamieszanego w sprawę Wallenberga. 22 grudnia 2000 r. prokuratura generalna Rosji zrehabilitowała Wallenberga i Langfeldera jako „ofiary politycznych represji”.

Komisja nie wszystko ujawniła

Jednak wątpliwości było tak wiele, że Szwedzi wciąż naciskali na pełne wyjaśnienie sprawy. W 1990 r. Moskwa – na fali odwilży – pozwoliła działać międzynarodowej komisji. W jej skład weszli m.in. dwaj byli polityczni więźniowie, potem emigranci, którzy siedzieli kiedyś w więzieniu we Włodzimierzu. To tu miano widzieć żywego Wallenberga – dziesiątki lat po oficjalnej dacie zgonu! Według kanadyjskiego prawnika Irwina Cotlera, członka wspomnianej komisji, żywych Wallenberga i Langfeldera miano widzieć w więzieniu we Włodzimierzu jeszcze w listopadzie 1987 r.! Dyplomata miałby wtedy 75 lat. Cotler uzyskał obietnicę dostępu do archiwów KGB – nigdy jej nie zrealizowano. O pokazaniu dokumentów Smierszu, który porwał Wallenberga, w ogóle nie mogło być mowy. Komisja straciła sens.

Później szwedzki rząd odtajnił służbową notatkę ambasady w Moskwie z 16 września 1991 r., w której cytowane są słowa byłego szefa sowieckiego „archiwum specjalnego” Anatolija Prokopienki



zawartość zablokowana

Autor: Antoni Rybczyński


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się