Polityka nie zapadnie w sen zimowy

numer 1848 - 10.10.2017Publicystyka

PRZEGLĄD TYGODNIA Spokojnie już było



Hanna Gronkiewicz-Waltz traci poparcie kolegów z Platformy Obywatelskiej. Piotr Misiło rzuca wyzwanie Ryszardowi Petru. Prezydent zdaje się wygaszać spór z Prawem i Sprawiedliwością, atakując jednak coraz ostrzej Zbigniewa Ziobrę. Sporo dzieje się więc zarówno w opozycji, jak w obozie rządzącym.

O tym, że prezydent Warszawy dla swojej partii stanowi problem wizerunkowy, mówiono wiele razy. O aferze reprywatyzacyjnej, trwającej przecież od lat, głośno jest już niemal półtora roku – również w mediach, które rzadko zajmowały się sprawami mogącymi zaszkodzić PO. 

HGW wierzy w powrót kasy

I choć o warszawskich przekrętach o wiele wcześniej informowały ruchy miejskie i opozycyjna prasa, od chwili podchwycenia tematu przez „Gazetę Wyborczą” nawet w mainstreamie nie można już było udawać, że nic specjalnego w warszawskich biurach, kancelariach i kamienicach się nie dzieje. Gronkiewicz-Waltz znalazła się pod ostrzałem z każdej strony i w okolicach zeszłego lata można było odnieść wrażenie, że jej dni są policzone. 

Stało się inaczej. Z ratusza wyrzucono kilku urzędników, zatrudniono nowych, czasem z tematem reprywatyzacji związanych równie mocno co ich poprzednicy. Gdy pracę podjęła komisja weryfikacyjna kierowana przez Patryka Jakiego, wszystkie partie obecne w parlamencie skierowały do niej przedstawicieli, choć tylko PiS w pełni uznało zasadność i konstytucyjność tego pomysłu. Politycy Kukiz’15 pozostali zwolennikami komisji śledczej, Platforma i Nowoczesna zaś kwestionowały jej konstytucyjność. To ostatnie stało się główną linią obrony HGW. 

Zamiast stawiać się na kolejne przesłuchania w sprawach, w których pozostaje świadkiem numer jeden, prezydent wybrała brawurowy i bardzo dla siebie szkodliwy atak. Komisję uznała za „organ bolszewicki i działający bezprawnie”, skierowała sprawę sporu kompetencyjnego do NSA i wysłała w swoim zastępstwie opłacanych z kieszeni warszawskich podatników prawników. Jak się okazało, wcześniej również zaangażowanych w podejrzane reprywatyzacyjne działania. Jakby tego było mało, gdy po kolejnym niestawiennictwie została ukarana grzywną, oświadczyła, że wierzy w to, iż wyegzekwowane pieniądze kiedyś do niej wrócą. 

Jaki prezydent(em) Warszawy?

Gdy NSA orzekł, że między ratuszem a komisją Jakiego nie zachodzi spór kompetencyjny, pani prezydent straciła swój największy argument. Pozostało jej już tylko obrażanie młodego polityka Solidarnej Polski i poparcie partyjnych kolegów, którzy na Twitterze zeszli do poziomu żartów z nazwiska przewodniczącego. Partyjne wsparcie okazało się jednak nietrwałe i już w piątek dowiedzieliśmy się, że Grzegorz Schetyna rekomenduje Gronkiewicz-Waltz stawienie się przed komisją, ona sama zaś utraci wkrótce stanowisko wiceprzewodniczącej Platformy. W tej sytuacji prezydent Warszawy deklaruje zakończenie kariery politycznej i – bez podania nazwiska – namaszcza swojego następcę, czterdziestolatka gwarantującego, że będzie tak, jak było. I, paradoksalnie, faktycznie może tak być, warszawski elektorat w olbrzymiej części wydaje się bowiem impregnowany na fakty i można się obawiać, iż kandydat wskazany przez PO w drugiej turze wygra wzmocniony poparciem koalicji „każdy oprócz PiS-u”. PiS tymczasem skłania się ku wystawieniu w wyborach marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego.

Karczewski, polityk sprawny i sympatyczny, nie jest kojarzony z Warszawą i pracą na jej rzecz. Ma szansę na mocne poparcie elektoratu ­PiS-u i pewne 40 proc. w drugiej turze, jednak przegrana pełniącego jedno z wyższych stanowisk w państwie polityka partii rządzącej będzie sporą stratą wizerunkową



zawartość zablokowana

Autor: Krzysztof Karnkowski


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się