fot. Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

To opozycja zadłużyła Polskę

numer 1850 - 12.10.2017Gospodarka

To koalicja PO-PSL była mistrzem w zadłużaniu kraju, podczas jej rządów dług wzrósł z 500 mld zł w 2007 r. do prawie biliona – tak europoseł Zbigniew Kuźmiuk skomentował dla „GPC” wypowiedzi opozycji, która podczas debaty nad budżetem na 2018 r. zarzuciła PiS-owi, że dług Polski rośnie, bo rząd rozdaje pieniądze w programach społecznych, zamiast obniżać zadłużenie.

Włodzimierz Nykiel z PO wręcz zarzucił rządzącym, że nasz kraj jest w Unii Europejskiej liderem pod względem tempa wzrostu zadłużenia. Ryszard Petru z Nowoczesnej natomiast porównał obecną sytuację finansową kraju do czasów… Edwarda Gierka, który zadłużał Polskę na potęgę. Zapomniał przy tym, że gros tego zadłużenia wygenerowały rządy PO-PSL. 

– Widziałem miny opozycji, gdy wicepremier Morawiecki przedstawiał parametry finansowe dotyczące przyszłorocznego budżetu i polskiej gospodarki. Miny te były nietęgie, bo przedstawione dane były twarde i przekonujące. W tej sytuacji jedyne, co opozycji zostało, to oskarżanie obecnego rządu o własne grzechy z przeszłości – powiedział „Codziennej” europoseł i ekonomista Zbigniew Kuźmiuk. – Przecież to koalicja PO-PSL była mistrzem w zadłużaniu kraju, podczas jej rządów dług z 500 mld zł w 2007 r. wzrósł po kilku latach prawie dwukrotnie i gdyby nie zagrabienie pieniędzy z OFE, już dawno byłby na poziomie powyżej biliona złotych – dodał. 

Przypomnijmy, już we wrześniu 2010 r. Jacek Rostowski, minister finansów w rządzie Donalda Tuska, poinformował, że deficyt sektora finansów publicznych może wynieść nieco ponad 100 mld zł. A jako największego winnego wskazał samorządy. Przy czym warto przypomnieć, że dług samorządowy rósł ponad miarę, bo minister Rostowski wypychał zadłużenie z budżetu centralnego do lokalnego, przerzucając różnego rodzaju zadania państwa, np. oświatowe, na samorządy, nie dając im na ten cel pieniędzy. 

Jak powiedział z trybuny sejmowej wiceprzewodniczący komisji finansów publicznych Janusz Szewczak, budżet rządu PiS-u na 2018 r. odpowiada na pytanie, czyja ma być Polska i czy nadal ma należeć do dotychczasowych właścicieli III RP – mafii VAT-owskich, handlarzy roszczeń, a może specjalnej, nadzwyczajnej kasty, która nie potrafi przeżyć za 10 tys. zł miesięcznie. Dodał też, że rząd PO-PSL pozwalał już nie tylko na karuzele podatkowe, ale wręcz na lunaparki, dlatego ubywało pieniędzy w budżecie, ale nie brakowało ich dla elity. – My chcemy przywrócić rolę zwykłego Kowalskiego, zwykłego człowieka w tych budżetach, o czym świadczy skala wydatków  – powiedział, odnosząc się do realizowanych programów społecznych, na które w budżecie na przyszły rok przeznaczono 75 mld zł, głównie dzięki uszczelnieniu systemu poboru podatków. 

– Istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że deficyt sektora finansów publicznych w 2018 r. wyniesie mniej niż 2,7 proc. PKB – powiedział w Sejmie wiceminister finansów Leszek Skiba. I dodał, że w przyszłym roku poziom długu do PKB pozostanie na poziomie 51,7 proc., czyli takim samym jak w roku 2017, ale w kolejnych latach będzie się obniżał.

(jak)



Autor: Lucyna Piwowarska