A gdyby Polacy się zjednoczyli?

numer 1874 - 10.11.2017Publicystyka

11 listopada Wychowywanie patriotów



Stara śpiewka mówi, że Polacy w dobie zagrożenia potrafią się zjednoczyć, ale tylko na krótko. Jednak ulotne chwile zgody narodowej pozostają w pamięci na zawsze, a my możemy pracować, by zdarzały się częściej i były trwalsze.

Zapomniana zwrotka Mazurka Dąbrowskiego mówi: „Niemiec, Moskal nie osiądzie / Gdy jąwszy pałasza / Hasłem naszym zgoda będzie / I ojczyzna nasza”. Ta część tekstu nie weszła oficjalnie do hymnu narodowego, ale cała dusza polska jest podszyta pragnieniem sielskości naszej wspólnoty. Zresztą cynicznie wykorzystywali to propagandyści i socjotechnicy, którzy wcale Rzeczypospolitej nie kochali. 

Wszak komuniści pałowali społeczeństwo różnego rodzaju „zjednoczeniami”, choćby samą zjednoczoną partią, a opozycję nazywali rozbijaczami i warchołami. Już zaborcy kupowali konserwatywne elity pokusą spokoju i stagnacji, jaką krakowscy intelektualiści i arystokraci dostali za Franciszka Józefa, a ziemianie polscy w Kongresówce za carów. Taka zgoda była zawsze nietrwała, podszyta dodatkowo hipokryzją – sam Bronisław Komorowski wygrał w 2010 r. wybory pod hasłem „Zgoda buduje”, a miesiąc po wyborach podzielił Polaków, nakazując za wszelką cenę wyrwać krzyż z Krakowskiego Przedmieścia. A co to za zgoda bez krzyża?

Tymczasem prawdziwa jedność, nawet gdy krótkotrwała, pozostaje w pamięci i wystarcza na lata. Przykłady?

Momenty, które trwają latami

Dawno temu w „Kurjerze Warszawskim” czytelnik opublikował oświadczenie, że „[do mojego sąsiada] odtąd nie mam żadnej pretensji, że umarzam proces już w dwóch instancjach dla mnie przewiedniony, że go kocham i szanuję”. Choć warszawiak wygrał w sądzie sprawy majątkowe, zrezygnował z ich egzekwowania. „Wszystkie niesnaski dawne ustać powinny” – wzywał swoim przykładem wszystkich Polaków. Miało to miejsce 27 stycznia 1831 r., a więc nadesłał do gazety ogłoszenie dzień po tym, jak Sejm Królestwa Polskiego zdetronizował cara Mikołaja I, rozpoczynając gorącą fazę powstania listopadowego – wojnę polsko-rosyjską. Duch uniesienia narodowego skłonił go do rezygnacji z roszczeń finansowych, obywatel poświęcił swoje sprawy majątkowe. Stolica pełna była wiwatujących ludzi, a Polacy w mundurach siali taki postrach w rosyjskich szeregach, że pod Olszynką Grochowską carscy rekruci błagali swoich oficerów, by ich nie słać do walki. 

Od dwustu lat, a być może dłużej, każde pokolenie przeżywa taki moment, gdy ulice miast i miasteczek zapełniają się w Polsce flagami, zewsząd słychać okrzyki i wiwaty, a na chodniku można uściskać obcą osobę jak własnego brata. Któż wieczorem 16 października 1978 r. nie krzyczał z radości na wybór Polaka na Stolicę Piotrową? Któż późnym latem 1980 r. nie był na uniwersyteckich korytarzach czy w fabrycznych halach, namacalnie czując ducha narodowego, widocznego w szyldach Solidarności? 

Były też momenty żałobnego zjednoczenia, gdy pół miliona Polaków 8 kwietnia 2005 r., jeszcze przed świtem, śpiewało hymn Polski na ulicach Rzymu, na kilka godzin przed pogrzebem Jana Pawła II? A sobotni poranek 10 kwietnia 2010 r. – czyśmy wszyscy nie czuli, że nam krew inaczej płynie w ciele, flaga biało-czerwona inaczej wygląda, a komunia święta inaczej smakuje?

Nie jest to kwestia tylko chwilowego uniesienia. Silne przeżycia zostają później we wspomnieniach na długie lata, są przekazywane dzieciom i wnukom, w których głowach odbijana jest, niczym przy użyciu matrycy, tożsamość narodowa. Powstańcy styczniowi wychowali powstańców warszawskich i Żołnierzy Wyklętych, a oni wychowują nas, wypędzając kolejne młode pokolenie od domowych rozrywek, przed pomniki, na uroczystości, defilady i do książek historycznych. Jedność narodowa nie bierze się znikąd



zawartość zablokowana

Autor: Jakub Augustyn Maciejewski


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się