Sarmacja to wymagające dziedzictwo

numer 1875 - 13.11.2017Kultura

WYWIAD z JACKIEM KOWALSKIM rozmawia MAGDALENA FIJOŁEK



Nie dostrzegamy własnego bogactwa – a jeśli już, to patrzymy obok niego, przez pryzmat stereotypów, mitów, zakłamań – mówi tegoroczny laureat Nagrody im. Józefa Mackiewicza.

Na wstępie chciałam pogratulować nagrody. I zapytać, jak to się stało, że historyk sztuki zabrał się za literaturę?

Nie jestem wyjątkiem. To raczej reguła. Historycy sztuki nader często parają się literaturą.

A od czego Pan zaczął swoją literacką przygodę? 

Jak niemal wszyscy – od wierszy. Jak każdego chłopca fascynowali mnie rycerze i husarze, czyli zbroje i kontusze. To mi zostało: w wierszach i ksią?kach zar?wno tych naukowych, jak i?popularnonaukowych czy wchodz?cych w?obszar historycznej publicystyki. Nie m?wi?c o?moich w?asnych piosenkach, kt?re uwa?am za najwa?niejszy udeptany przez siebie literacki trakt. 

żkach zarówno tych naukowych, jak i popularnonaukowych czy wchodzących w obszar historycznej publicystyki. Nie mówiąc o moich własnych piosenkach, które uważam za najważniejszy udeptany przez siebie literacki trakt. 

Co Polak żyjący w 2017 r. może polubić w średniowiecznej Francji i kulturze sarmackiej? Jak ma się w tym odnaleźć?

Oba obszary są nam wbrew pozorom bardzo bliskie. Poezja sarmacka to nasze polskie korzenie, a poezja trubadurów – to nasze korzenie europejskie. 

Ale czy łatwe albo czy w ogóle zrozumiałe dla dzisiejszego czytelnika?

Właśnie takie mniej więcej pytanie kiedyś mnie sprowokowało. Odkryłem jeszcze jako nastolatek, że w gronie kolegów i koleżanek trudniej recytować wiersze, a znacznie łatwiej zaśpiewać piosenkę… i że to naturalne, bo najstarsza poezja świata to poezja śpiewana, przekazywana wprost przez trubadurów, truwerów, żonglerów. Zacząłem ich dzieła zgłębiać, tłumaczyć tudzież po trosze naśladować i śpiewać w przyjacielskim gronie. Zastanawiałem się, czy sprawdzą się po pięciuset latach.

I co?

Okazało się, że się podobają! I to jeszcze jak! To zresztą nie powinno tak dziwić. Wprawdzie średniowiecze jest czasem odległym, ale emocje ludzkie były i są podobne. A dobra literatura zawsze wzbudzi zainteresowanie. Słuchano jej wtedy, więc i dziś wielu posłucha, wzruszy się, zakocha. Przeszłość to dziś, tylko cokolwiek dalej. 

Pieśni starofrancuskie to jednak jeszcze nie książka o kulturze sarmackiej. 

Ale to już niedaleko.

Wskrzesza Pan umarłą epokę? 

Niezupełnie umarłą. Sarmacja żyje w polskiej kulturze. Silnie. Poprzez obyczaje, nabożeństwa, pieśni, kolędy, tradycje polityczne, sztukę i architekturę. Sarmacja to potęga. Paradoksalnie jednak, mając ją przed oczami – nie zdajemy sobie z tego sprawy. I tu tkwi słabość naszej kultury. Odwieczna zresztą. Nie dostrzegamy własnego bogactwa – a jeśli już, to patrzymy obok niego, przez pryzmat stereotypów, mitów, zakłamań. Na dodatek w żywym kontynuowaniu naszej bogatej tradycji zostaliśmy w tyle za niektórymi innymi nacjami. W Kościele dawne pieśni trwają, ale przeważnie tylko siłą rozpędu, jako balast, świeckie idą w zapomnienie. Tymczasem Ukraińcy, którzy w zasadzie nie mają tradycji własnego państwa, zazwyczaj wiedzą, kiedy wypada jaką dumę zaśpiewać… i śpiewają na potęgę. My, jeśli nawet coś zaśpiewamy, fałszujemy tak, że uszy bolą



zawartość zablokowana

Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się