Jak nie główką, to wozówką

numer 1876 - 14.11.2017Publicystyka

FELIETON Głos Wodza



Czy zastawiali się Państwo kiedyś, ile Państwo widzieli cegieł w swoim życiu? Pewnie setki tysięcy. A czy wiedzą Państwo, że krótszy, wąski bok cegły nazywany jest główką, a ten dłuższy wozówką? Nie, nie jestem murarzem, ale przyswoiłem te nazwy ponad ćwierć wieku temu, gdy podczas letnich wakacji zarabiałem swoje pierwsze pieniądze, nosząc cegły na budowie. 

Organizacja pracy była wzorcowa – jeden pomocnik przypadał na dwóch murarzy, kiedy budowano parter, jeden pomocnik na jednego murarza na pierwszej kondygnacji i dwóch pomocników na jednego murarza od poziomu drugiego piętra. Wszystko precyzyjnie przemyślane, zorganizowane, a każdy znał na pamięć zakres swoich obowiązków i kompetencji. Gdy stojący na rusztowaniu majster czegoś potrzebował, wzywał swojego pomocnika i wydawał polecenie, nazywając każdą rzecz przypisaną jej nazwą. Ale tylko dzięki takiej organizacji pracy można było wznieść bezpiecznie budowlę. Jeden przedmiot nazywał się kielnią, inny rajberką, a jeszcze inny pacą. Precyzja i zrozumienie na każdej płaszczyźnie. Jeśli majster zażyczył sobie, aby podawać mu cegły główką, to pomocnik natychmiast wiedział, co ma czynić i o żadnej wypowiedzi majstra nie można było powiedzieć, że jest przeinaczona lub wyrwana z kontekstu.

Teutoński walec

O przeinaczeniu i wyrwaniu z kontekstu wypowiedzi niemieckiej minister obrony Ursuli von der Leyen od dłuższego czasu opowiada cały berliński aparat dyplomatyczny, większość niemieckich mediów i nadwiślańska opozycja. Wszystko zaczęło się w czwartek, 2 listopada 2017 r., kiedy to pani minister postanowiła wziąć udział w talk-show prowadzonym przez żurnalistkę Maybrit Illner, a nadawanym przez stację ZDF, czyli drugi program niemieckiej telewizji publicznej. Podczas miałkiej, nieudolnie reżyserowanej i rażąco sztucznej debaty von der Leyen, z nikomu nieznanych powodów, zaczęła opowiadać jakieś niestworzone banialuki o konieczności „wspierania zdrowego demokratycznego oporu młodej generacji w Polsce”. No i rozpętała się burza, bo już dnia następnego zarówno polskie MSZ, jak i MON zaż?da?y wyja?nie? od niemieckich dyplomat?w. Je?li w?poniedzia?ek, 6 listopada, warszawski attach? obrony Niemiec s?dzi?, ?e jego wizyta w?naszym ministerstwie zako?czy si? na wyklepaniu okr?g?ych, dyplomatycznych formu?ek, to by? w?wielkim b??dzie, poniewa? po spotkaniu pani rzecznik, pp?k Anna P?zio?-W?jtowicz, stwierdzi?a jednoznacznie, ?e nasz resort obrony nie przyjmuje do wiadomo?ci stanowiska niemieckiego attach? obrony w?sprawie s??w minister von der Leyen. I?wtedy ruszy? propagandowy teuto?ski walec, kt?rego bezczelno?? przewy?sza?a jedynie synergiczno?? dzia?a?.

ądały wyjaśnień od niemieckich dyplomatów. Jeśli w poniedziałek, 6 listopada, warszawski attaché obrony Niemiec sądził, że jego wizyta w naszym ministerstwie zakończy się na wyklepaniu okrągłych, dyplomatycznych formułek, to był w wielkim błędzie, ponieważ po spotkaniu pani rzecznik, ppłk Anna Pęzioł-Wójtowicz, stwierdziła jednoznacznie, że nasz resort obrony nie przyjmuje do wiadomości stanowiska niemieckiego attaché obrony w sprawie słów minister von der Leyen. I wtedy ruszył propagandowy teutoński walec, którego bezczelność przewyższała jedynie synergiczność działań.

Czerscy na posterunku

Synergiczność działań była najlepiej zauważalna podczas analizy poczynań Deu­tsche Welle. Otóż tego samego dnia, kiedy niemiecki attaché składał wyjaśnienia, stacja wysłała dwa komunikaty. Pierwszy, bardziej łagodny, spreparowany przez Bartosza Dudka, głosił, że może faktycznie niemiecka minister lekko przesadziła w swojej wypowiedzi, ale generalnie współpraca sąsiadujących państw jest dobra i nie ma o co kruszyć kopii. Typowa „marchewka”. Drugi, w zdecydowanie ostrzejszym tonie, przybrał postać wywiadu i został wyartykułowany przez Franka Überalla, szefa Niemieckiego Związku Dziennikarzy – DJV. Tutaj był już jedynie „kij”, bo Überall opowiadał o rezolucji, jaką podjął DJV w sprawie ograniczania wolności prasy w Polsce i straszył, że powiadomi o sprawie Komisję Europejską. Jeśli myślą Państwo, że potomkowie Szwabów zapomnieli o uaktywnieniu swoich tub na polskiej ziemi, to raczą się Państwo mylić, bowiem niezawodny Bartosz T



zawartość zablokowana

Autor: Tȟašúŋke Witkó


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się