​Sędzia Łączewski poczeka na sprawiedliwość

numer 1876 - 14.11.2017Polska

SĄDY Prokuratura w Krakowie otrzymała odpowiedź z amerykańskiej centrali Twittera, ale jej treść nie pozwoliła na podjęcie decyzji, co dalej ze sprawą sędziego Wojciecha Łączewskiego. – Konieczna jest uzupełniająca opinia biegłego – tłumaczy „Codziennej” prokurator Włodzimierz Krzywicki.

Skandal wybuchł w lutym zeszłego roku, gdy ujawniono, że na portalu społecznościowym warszawski sędzia Wojciech Łączewski chciał się umawiać z osobą podszywającą się pod Tomasza Lisa, aby „powstrzymać PiS”. Tłumacząc się, Łączewski twierdził, że ktoś się włamał do jego komputera. Złożył nawet doniesienie.

Sprawą zajmowała się prokuratura w Warszawie, później Legnicy, a obecnie w Krakowie. Opinia biegłych informatyków spowodowała, że wyłączono część materiałów i wszczęto drugie postępowanie w sprawie podejrzenia m.in. składania fałszywych zeznań przez sędziego. Od wielu miesięcy oba śledztwa tkwiły w martwym punkcie, bo oczekiwano na odpowiedź z centrali Twittera. Pod koniec października „Codzienna” jako pierwsza informowała, że takie pismo wreszcie dotarło ze Stanów Zjednoczonych do Prokuratury Regionalnej w Krakowie. Konieczne było jednak tłumaczenie przez biegłego tłumacza. Niestety, treść odpowiedzi Amerykanów nie jest jednoznaczna.

– Zwróciliśmy się do biegłego z dodatkowymi pytaniami i czekamy na uzupełniającą opinię – tłumaczył wczoraj „GPC” prokurator Krzywicki. – Opinię powinniśmy otrzymać do końca listopada.

Do tego czasu na pewno nie zapadnie decyzja, czy śledztwo zostanie umorzone, czy sporządzony zostanie wniosek o uchylenie immunitetu chroniącego sędziego Łączewskiego – twierdzi prokurator.

 



Autor: Grzegorz Broński