Zamienił prezydent kadencję na generała

numer 1922 - 11.01.2018Publicystyka

„Nowe otwarcie”, „nacisk na gospodarkę”, „zwrot ku centrum” – to od wczoraj najczęściej powtarzane hasła określające cele rządu poddanego rekonstrukcji. Nowy skład gabinetu ma być bardziej technokratyczny i „gładki”, a wymiana części ministrów ma ułatwić wygaszenie najgorętszych konfliktów toczących się zarówno w polityce  międzynarodowej, jak i wewnętrznej.

Rzeczywiście, rozpoczęcie dialogu z brukselskimi elitami wydaje się warunkiem koniecznym znalezienia dla Polski innych niż Węgry sojuszników, dla których niemiecka dominacja w Europie również przestaje być wygodnym gorsetem. Koniecznym, bo dialog, kompromis, choćby w warstwie retoryki, jest obowiązującą formą europejskiej polityki, a postawy „nie oddamy ani guzika” nikt by nie zrozumiał. Jest to kierunek obiecujący, bo potencjalnych sojuszników zdaje się przybywać, a Polska ma w ręku wyjątkowo mocny zestaw argumentów merytorycznych.

Najważniejszym jednak celem zdaje się być znaczące wygranie wyborów samorządowych i, co ważniejsze, parlamentarnych. I to wygranie zdecydowaną większością, być może większością konstytucyjną. Opozycji faktycznie już nie ma, a zamiast niej grasuje hałaśliwa grupa politycznych rozbitków obsługujących zewnętrzne interesy. Elektorat mitycznego centrum, osierocony przez samokompromitującą się ciągłymi awanturami i pasztetem wigilijnym opozycję, która na domiar złego sama sobie ochoczo dokleiła wizerunek niemieckich konfidentów, wydaje się czekać na poważną propozycję ze strony prawicowo-centrowego już rządu. Tylko się schylić. Ale...

Elektorat patrzy

Już lipcowe weta prezydenta Andrzeja Dudy wystawiły tę grupę wyborców na próbę cierpliwości, a zmiana na stanowisku premiera efekt ten pogłębiła. Bezceremonialne odwołanie Antoniego Macierewicza ze stanowiska ministra obrony narodowej, polityka niezwykle zasłużonego, może stanowić kroplę, która przepełni czarę goryczy, dla najwierniejszego, patriotycznego elektoratu, dla którego to właśnie odwołany minister był gwarantem i symbolem nie tylko właściwego kierunku zmian w armii, lecz także wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej.

Nadto ci najwierniejsi upatrują w odwołaniu Macierewicza uleganie medialnej nagonce spod znaku piątkowo-czerskich macherów i mogą przypuszczać, że w przyszłości może to dotknąć każdego polityka prawicy. Ci wyborcy, często wyszydzani i obrażani nawet przez publicystów określających się jako prawicowi, za chwilę zaczną się domagać słusznego szacunku i uwzględniania swoich aspiracji. A tych wyborców jest 20–25 proc. i bez ich poparcia – i co więcej, zaangażowania – nie da się wygrać wyborów. A już z pewnością nie da się wygrać wyborów prezydenckich



zawartość zablokowana

Autor: Adrian Stankowski


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się