​Jak Coco wygrał z Vincentem

numer 1922 - 11.01.2018Kultura

FILM Wygrana „Coco” w rywalizacji o Złote Globy nie dziwi, bo produkcja Disney Pixar była faworytem amerykańskich krytyków filmowych. Animacja, która bazuje na kulturze meksykańskiej, idealnie trafiła w gusta nie tylko hiszpańskojęzycznej publiczności. Jednak piękno zaburzone jest widokiem czaszek. Dla Meksykanów to część ich kultury. Dla nas jest to widok niczym z horroru, bardzo kolorowego, ale jednak…

„Coco” opowiada historię meksykańskiego chłopca Miguela. Jego prapradziadek opuścił żonę i córkę Coco, by zawojować muzyczne sceny. Osamotniona kobieta zajęła się obuwnictwem i wyeliminowała całkowicie jakąkolwiek muzykę z otoczenia. Podobnie czyniły kolejne pokolenia. 

Tymczasem Miguel kocha muzykę i musi ukrywać przed rodziną swoją największą pasję. Chcąc spełnić marzenie o graniu, przychodzi na cmentarz, by pożyczyć gitarę zmarłego prapradziadka. Ma to miejsce w czasie święta zmarłych, które w Meksyku jest wielką fiestą. Meksykanie wierzą, że tego dnia ich bliscy zmarli mogą powrócić do swoich domów, by nacieszyć się towarzystwem rodziny, dlatego należy ich radośnie powitać. Tradycyjnie też podczas tego święta przebierają się za kolorowe kościotrupy, obrazując tym samym przybyszów z zaświatów. Do królestwa takich umarlaków trafia Miguel



zawartość zablokowana

Autor: Anna Krajkowska


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się