W sprawach społecznych trzeba ciągłości!

numer 1923 - 12.01.2018Publicystyka

Rekonstrukcja rządu jest ważna. Ale nie mniej istotne są zachodzące w Polsce przemiany społeczne. Rząd Morawieckiego nie może być oceniany jedynie na podstawie zmian personalnych. Ważne, czy będzie rządem kontynuacji w kwestiach polityki prorodzinnej i społecznej.

Najnowszy raport Głównego Urzędu Statystycznego nie pozostawia wątpliwości co do pozytywnych trendów dotyczących ograniczania ubóstwa w Polsce w ostatnich dwóch latach. Z danych GUS‑u wynika, że program Rodzina 500+ wpłynął na istotne zmniejszenie liczby ubogich beneficjentów środowiskowej pomocy społecznej w gospodarstwach domowych. W skali kraju zmniejszyła się ona do ok. 900 tys. osób – spadła o ponad 45 proc. I suchy, ale czytelny cytat: „Poniżej progu ubóstwa [w 2017 r.] pozostawało nadal 183 tys. wieloosobowych gospodarstw beneficjentów, w tym 89 tys. gospodarstw z dziećmi; tj. odpowiednio o blisko 49 proc. i o ok. 66 proc. mniej, niż wykazały wyniki badania za 2016 r.”.

Jak w powieściach Horubały

Stary ekonomiczny gospodarczy stereotyp głosi, że ograniczanie ubóstwa z pomocą polityki społecznej (w znacznej mierze prorodzinnej) to niepotrzebna działalność charytatywna, z którą znacznie lepiej poradziłyby sobie organizacje pozarządowe, prywatni darczyńcy, instytucje kościelne. To jednak nie jest prawda, z powodu znacznych problemów z rejonami ubóstwa i strukturalnego ubóstwa, które powstały w Polsce już w trakcie terapii szokowej, w początkach III Rzeczpospolitej. W momencie wybuchu transformacji pojawiły się trzy ważne zjawiska, w tym dwa przeciwstawne. Po pierwsze: szybkie powstanie nowobogackiej elity, także dzięki różnorakim powiązaniom części opozycji z byłą PZPR-owską nomenklaturą, ale również dzięki błyskawicznemu awansowi społeczno-finansowemu „pięknych dwudziestokilkuletnich”, których często potrzebował w początkach lat 90. i zachodni biznes, i polskie państwo. Znajdziemy tych ludzi choćby na kartach niejednej powieści Andrzeja Horubały.

Drugie zjawisko to nierzadko bolesne, często okupione zlekceważonymi kosztami społecznymi i osobistymi, dostosowanie się do nowej rzeczywistości przez znaczną część Polek i Polaków. I powolne, nie zaprzeczajmy, dorabianie się przez zwykłych ludzi. Wyjście z PRL‑u, połączone z możliwością zdobywania niedostępnych wcześniej dóbr materialnych oraz nowymi swobodami obywatelskimi i konsumpcyjnymi, duża część transformacyjnych elit cynicznie uznawała za spełnienie marzeń o wolnej i bogatej Polsce.

Strefy zapaści w III RP

Tylko że w tamtym czasie elity dorabiały się fortun, albo przynajmniej solidnego bogactwa, a dla Polaków-szaraków zostawał azjatycki wideomagnetofon, kupiony wprost z polowego łóżka. I generalnie wymiana siermiężnego, choć czasem uparcie trwałego PRL-owskiego sprzętu RTV/AGD, na znacznie lepiej opakowany, łatwiej dostępny, z czasem coraz tańszy sprzęt sprowadzany ze świata. W imię specyficznej „taniej modernizacji” zaduszono niejedną bardziej zaawansowaną polską branżę. Trudno mieć pretensje do społeczeństwa, wygłodzonego nakazowo-rozdzielczą gospodarką niedoboru: nie trzeba już było płaszczyć się o paszport, żeby zdobyć nieco kapitalistycznych dóbr. Ale masowość tego procesu zrobiła swoje – a Balcerowicz, jego poplecznicy i akolici tylko zacierali ręce



zawartość zablokowana

Autor: Krzysztof Wołodźko


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się