Zredukować PiS do absurdu

numer 1947 - 09.02.2018Publicystyka

Niewiele jest poglądów, tez, argumentów, których nie dałoby się sprowadzić do absurdu. Jednym z najczęstszych chwytów erystycznych stosowanych przez nieuczciwego rozmówcę jest próba sprowadzenia tez adwersarza do absurdu. W obecnej debacie publicznej argumentum ad absurdum staje się jedną z chętniej stosowanych strategii elit lewicowo-liberalnych w prowadzeniu debaty publicznej.

Wdzisiejszym dyskursie obserwujemy nie tyle argumenty ad absurdum, ile całą strategię polegającą na sprowadzeniu całokształtu funkcjonowania partii politycznej do absurdu. Mechanizm nie jest przesadnie skomplikowany, ale zabójczo skuteczny. Wystarczy nawet najlepszy pomysł, sensowną ustawę tak przeinaczyć, zmanipulować, wykazać jej niedorzeczność, by wytworzyć wrażenie, że cały projekt jest bezsensowny, szkodliwy.

Doskonałą egzemplifikacją tego zjawiska jest ostatni numer „Newsweeka”, który w dużej części poświęcony jest reperkusjom związanym z ustawą o IPN-ie. Jednym z jej naczelnych krytyków jest guru problematyki Holokaustu, orędownik przypisywania Polakom współodpowiedzialości za zbrodnie podczas II wojny światowej Jan Tomasz Gross.

Absurdalna krytyka

Zamiast sensownej krytyki odnoszącej się do meritum ustawy historyk serwuje nam próbę zdyskredytowania poglądów rządzących na podstawie o niedorzecznych argumentów: „Nikt panom Ziobrze i Jakiemu nie zwrócił uwagi, że stanowią sobie prawo, wedle którego będą musieli postawić w stan oskarżenia każdego ocalonego Żyda, który przeżył w Polsce okupację”. I tak zamiast sensownej krytyki ustawy Gross wywodzi z czekającego na prezydencki podpis nowego prawa obowiązek oskarżenia każdego ocalonego Żyda.

Co na to nowelizacja ustawy? Budzący emocje zapis brzmi: „Kto publicznie i wbrew faktom przypisuje Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za popełnioną przez III Rzeszę Niemiecką zbrodnie nazistowskie [...] lub za inne przestępstwa stanowiące zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodnie wojenne lub w inny sposób rażąco pomniejsza odpowiedzialność rzeczywistych sprawców tych zbrodni, podlega karze grzywny lub karze pozbawienia wolności do lat 3”.

Oczywiście można zrozumieć Grossa od lat lansującego własną narrację, w której przypisuje Polakom współodpowiedzialność za zbrodnie wobec Żydów, ale nic nie usprawiedliwia faktu, że salonowy ekspert od Holokaustu najwyraźniej jest na bakier z logiką, twierdząc, że ustawa pozwoli oskarżać ocalonych z okupacji Żydów. Ile trzeba mieć złej woli, by sprowadzać zmianę prawa do takiego absurdu?

Część większej całości

Ujawnienie spotkania grupki neonazistów i reakcje medialne na reportaż TVN‑u, histeria polityczna i medialna rozpętana wokół ustawy o IPN-ie to tylko kolejne odsłony zjawiska, które jest obecne w naszym życiu publicznym od przeszło dwóch lat. Od momentu utraty władzy przez PO elity lewicowo-liberalne realizują tę samą strategię walki z władzą. Strategię bardzo skuteczną, bo przecież w każdej wypowiedzi, każdym czynie można się doszukać choćby fałszywej intencji.

W każdym projekcie rządu, najbardziej sensownej inicjatywie realnej pomocy ludziom za wszelką cenę można znaleźć coś budzącego wątpliwości, jakiś słaby punkt, który niezwłocznie należy obśmiać. Tak atakowano 500+, próbując wmówić społeczeństwu, że PiS, owszem, pomaga, ale jest to pomoc na darmo, bo adresowana do rodzin patologicznych. A skoro tak, to cały projekt PiS‑u należy wyrzucić do kosza. Podobnie próbowały rozegrać opozycja i sprzyjające jej media sprawę reformy edukacji. Zagorzali krytycy gimnazjów spod znaku PO nagle stali się ich bohaterskimi obrońcami



zawartość zablokowana

Autor: Leszek Galarowicz


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się