Polsko-żydowskie przyjaźnie

numer 1948 - 10.02.2018Luzem

Niemcy wchodzili do domów, w których mieszkali Żydzi, i strzelali, zabijając całe rodziny. Paulina z młodszą siostrą Cylą przerażone przybiegły do Cioci, która wepchnęła je do komórki z węglem. W tym momencie na podwórze weszli Niemcy z psami.

Jadwiga Szymczakowska (kuzynka mojej mamy, a moja chrzestna mama) przed wojną mieszkała w Chełmie Lubelskim i uczyła w szkole powszechnej. Mieszkała przy ul. Ogrodowej, której zabudowę stanowiły jednorodzinne domki otoczone małymi podwórkami, a w tyle ogrodami.

Pewnej strasznej nocy w trakcie okupacji niemieckiej mieszkańcy ulicy usłyszeli strzały i krzyki. Okazało się, że Niemcy wchodzili do domów, w których mieszkali Żydzi, i po prostu strzelali, zabijając całe rodziny. W jednym z domów mieszkała rodzina Kupferów: rodzice i dwie córki (trzecia mieszkała koło Kielc). Jedna z córek, Paulina (Pola), uczyła przed wojną razem z Ciocią. Gdy zorientowała się, co robią Niemcy, uciekła z młodszą siostrą (Cylą) i dotarły do ogrodu, który otaczał dom, w którym mieszkała Ciocia. Przerażone wywołały z domu Ciocię, która bez namysłu wepchnęła je do komórki z węglem. W tym momencie weszli na podwórze Niemcy z psami. Nikt nie mógł zrozumieć, jak się to stało, że psy nie wyczuły ludzi w komórce. Niemcy poszli dalej. Rano okazało się, że zginęli rodzice obu pań. Cały dzień przesiedziały one w komórce



zawartość zablokowana

Autor: Zofia Kluz


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się