Igrzyska czas zacząć

numer 1948 - 10.02.2018Sport

Nieco ponad dwie godziny trwała ceremonia otwarcia zimowych igrzysk olimpijskich w Pjongczangu. Widowisko mogło się podobać. Podczas artystycznego show pokazano historię Półwyspu Koreańskiego oraz inspirację nowymi technologiami. Podczas defilady sportowców chorążym Polaków był panczenista Zbigniew Bródka. Największym wydarzeniem był jednak wspólny występ sportowców z północy i południa Korei.

Zawodnicy z Korei Północnej i Korei Południowej weszli na stadion jako ostatni sportowcy, występując pod wspólną flagą Korei. Ich przemarsz zwieńczyło wykonanie pieśni „Ariang”, najbardziej znanego ludowego utworu w Korei. 

Pozorne zjednoczenie 

To jednak nic innego jak działanie na pokaz, bo tak naprawdę zjednoczenie widać było tylko podczas ceremonii otwarcia. W trakcie igrzysk olimpijskich będące w stanie wojny od lat 50. XX w. państwa wystawią wspólną reprezentację tylko w… hokeju na lodzie kobiet. A i to nie obeszło się bez zgrzytów, bo zawodniczki z południa nie chciały w drużynie koleżanek z północy. Górę wzięła jednak polityka. Ostatecznie postanowiono, że w skład 35-osobowej kadry wejdą 23 Koreanki z południa i 12 Koreanek z północy. Zgodnie z postanowieniami w każdym meczu będą mogły być wystawione 22 zawodniczki, w tym co najmniej trzy z Korei Północnej. Co ciekawe, wspólnej drużyny nie ma w przypadku reprezentacji mężczyzn, która wystąpi w turnieju olimpijskim pod flagą Korei Południowej.

W pozostałych dyscyplinach oba kraje również wystawią oddzielne reprezentacje. Dziesięciu Koreańczyków z północy pod własną flagą wystąpi w narciarstwie alpejskim, biegach narciarskich, łyżwiarstwie figurowym i short tracku. Kadra z południa jest znacznie bardziej okazała, liczy aż 122 sportowców.

Dyplomatyczny precedens

Ważnym wydarzeniem dyplomatycznym był udział w ceremonii otwarcia Kim Jo Dzong, siostry Kim Dzong Una. Towarzyszyła ona formalnemu prezydentowi Korei Północnej Kim Dzong Namowi oraz dwóm innym wysokiej rangi urzędnikom. Choć 28-latka jest tylko członkinią północnokoreańskiego politbiura, faktycznie będzie najważniejszą osobą w delegacji. Obecność siostry dyktatora w Korei Południowej to wydarzenie bez precedensu. To pierwszy raz w historii, kiedy jakikolwiek członek rodziny Kim Ir Sena, pierwszego dyktatora Korei Północnej, zjawił się w południowej części półwyspu. Co ciekawe, delegacja oficjeli nie zdecydowała się na zamieszkanie w Korei Południowej. Do Pjongczangu przypłynęła we wtorek, cumując w jednym z południowokoreańskich portów. Przypłynięcie statku z Pjongjangu wywołało falę protestów. Podczas zorganizowanej we wtorek demonstracji m.in. darto, deptano i palono zdjęcia Kim Jo Dzong



zawartość zablokowana

Autor: Krzysztof Oliwa


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się