E-moll i jego goście

numer 1949 - 12.02.2018Warto posłuchać

Właśnie wydał płytę „Zanim”. Jest jednym z najwszechstronniejszych gitarzystów i kompozytorów w naszym kraju. Z działalnością muzyczną łączy pasję wolontariatu. Dlatego jego najważniejszym celem jest wybudowanie Domu Muzyki – spokojnej przystani dla tych, którym w artystycznym życiu nie ułożyło się najlepiej. Z ANDRZEJEM „E-MOLLEM” KOWALCZYKIEM rozmawia PIOTR IWICKI.

Pozwolisz, że już na początku pogratuluję Ci znakomitej płyty. Ale nie ciesz się zbyt szybko.

Serdecznie dziękuję za opinię, tym bardziej że jako jeden z nielicznych poznałeś jej przesłanie jeszcze na podstawie nagrań demo, na początku 2017 r. Poza tym lubię niespodzianki wynikające z ciekawych rozmów. Twoje „nie ciesz się zbyt szybko” jest dla mnie tym bardziej intrygujące, że jesteś wybitnym muzykiem.

Nagrałeś album wybitny, jak sięgam pamięcią, pierwszy od lat polski krążek koncepcyjny, taki z głębszą fabułą. Życzliwi nie będą skąpić razów, bo to niemodne.

Jest to moja 12 autorska płyta i żadna z nich nie była napisana pod aktualne trendy muzyczne. To bardzo proste, moje płyty zawsze musiały się podobać przede wszystkim mnie. Oczywiście z największą przyjemnością przyjmowałem fakt, że w tych czasach moja płytowa twórczość podoba się innym. Nie neguję istnienia mody i komercji. Ale co to właściwie znaczy? Jeśli ktoś rozumie pod tym pojęciem liczbę sprzedanych płyt, to modą i komercją są również Pink Floyd czy Rolling Stones, nie mówiąc o The Beatles czy Chopinie. Już dawno zrozumiałem, na czym polega wolność w muzyce, dlatego wiedziałem, co robię dla pieniędzy, a co dla siebie.

No i Twoje utwory są dłuższe niż 3 minuty. Kto będzie to puszczał w radiu?

Mam nadzieję, że każdy muzyczny dziennikarz radiowy, który tak jak ja został wychowany w kulcie piosenki jako czegoś więcej niż przystępnej muzyki i tekstu. Tym bardziej cieszy mnie, że od kilku tygodni utwór w wykonaniu Andrzeja Poniedzielskiego zatytułowany „Zanim… wszystko dobrze” powolutku wspina się na Liście Przebojów Trójki. Dla mnie oprócz oczywistej satysfakcji jest to sygnał, że słuchacze chcą czegoś więcej niż piosenki, bo przecież Andrzej tam mówi. Jedynie w refrenach śpiewają Dorota i Karina Wasilewskie. Cieszy mnie fakt, że wielu dziennikarzom muzycznym podobają się różne piosenki z tej płyty. Jest zróżnicowana, a mimo to spójna.

Żarty na bok. Płyta na pewno znajdzie fanów, zwłaszcza w kręgach ludzi oczekujących od muzyki czegoś, co ich wzruszy.

Nigdy w życiu nie napisałem piosenki bez pokrycia w otaczającej mnie rzeczywistości, zawsze przyczynkiem do ich powstania były moje emocje. Radość, smutek, euforia, dół, miłość i jej pragnienie, wolność czy jej brak, płacz czy śmiech były motywacją do napisania czegokolwiek, co w moim pojęciu jest autentyczne. Piszę utwory dla ludzi, którzy nie wstydzą się swoich emocji, zdenerwowanie na jakimkolwiek poziomie mnie nie brzydzi i tak będzie zawsze.

Zdradziłeś mi kiedyś, że to Twoja ostatnia płyta. Mam nadzieję, że nie dotrzymasz słowa.

Mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach wszelkiej cyfryzacji słowo „płyta” stało się mało poważne. Cieszę się, że tzw. winyl wraca do łask. To jest inny rodzaj celebracji muzyki, inny wymiar poligrafii i wszelkiej gramatury z nią związanej. Oczywiście, że będę tworzył, ale w związku z moim wychowaniem na tzw



zawartość zablokowana

Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się