Znaleźli następcę mistrza

numer 1950 - 13.02.2018Sport

SKOKI NARCIARSKIE Dzięki Narodowemu Programowi Rozwoju Skoków Narciarskich „Szukamy Następców Mistrza i LOTOS Cup” jesteśmy potęgą w skokach narciarskich.

Był 29 grudnia 2000 r., kiedy w Oberstdorfie Adam Małysz w cudownym stylu wygrał po raz pierwszy konkurs Turnieju Czterech Skoczni. Od tego wydarzenia minęło już ponad 17 lat. Jeszcze przez dekadę Małysz zdobywał medale mistrzostw świata czy igrzysk olimpijskich. Zainspirowani sukcesami Orła z Wisły przedstawiciele giganta paliwowego uruchomili program LOTOS Cup, prawdziwą „maszynę” do produkcji skoczków. Gdyby nie LOTOS Cup, prawdopodobnie nigdy nie usłyszelibyśmy o Dawidzie Kubackim czy Macieju Kocie.

Dzięki swoim sukcesom Małysz stał się najpopularniejszym polskim sportowcem. Pomimo zakończenia kariery osiem lat temu wciąż jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych Polaków. W 2004 r. LOTOS, który od dwóch lat był już partnerem Polskiego Związku Narciarskiego, postanowił to wykorzystać. Nie ograniczając się do wspomagania zwiazku finansowo, uruchomił zupełnie nowatorskie zawody dla młodych sportowców.

Tak powstał LOTOS Cup

Pomysłodawcą tych zawodów był Apoloniusz Tajner. – Założenia opracowałem sam, miałem doświadczenie w pracy z dziećmi. Jednak zorganizowane współzawodnictwo bez wsparcia LOTOSU byłoby niemożliwe. Młodzież rywalizuje przecież w oddzielnych grupach wiekowych, otrzymuje zabezpieczenie sprzętowe, z czasem doszły także stypendia dla młodszych grup wiekowych czy trenerów. To szczególnie ważne, bo polscy szkoleniowcy są w kraju kiepsko opłacani, a przecież bez nich nie byłoby sukcesów. Minęło już trochę lat i teraz cała kadra to wychowankowie tego programu – opowiada nam Apoloniusz Tajner, prezes Polskiego Związku Narciarskiego.

Te słowa potwierdza prezes Grupy LOTOS Marcin Jastrzębski. – Wprawdzie nie byłem wtedy prezesem firmy, ale nie mam wątpliwości, że uruchomienie programu nie było tylko decyzją biznesową. Pomysł wyszedł od PZN‑u. Chodziło o to, żeby nie było jak przed laty, kiedy Wojciech Fortuna zdobył olimpijskie złoto, a później – poza pojedynczymi przypadkami – zupełnie nie liczyliśmy w światowej czołówce. Razem z PZN‑em doszliśmy do wniosku, że nie chcemy powtórki tego scenariusza. Chcieliśmy, żeby sukcesy Małysza przełożyły się na zainteresowanie skokami i wyszkolenie jego następców. Pomysł inwestowania w młodzież idealnie wpisał się w filozofię LOTOSU – mówi prezes Jastrzębski.

Ambasador Stoch

Wszyscy pamiętamy rozmowę z dwunastoletnim Kamilem Stochem. Młodziak z Zębu zapowiedział wtedy, że kiedyś na pewno zdobędzie medal olimpijski. Słowa dotrzymał, a krótki materiał wideo z tą wypowiedzią, opublikowany przez TVP, do dziś cieszy się niezwykłą popularnością w sieci. Kamil, gdy rozpoczynał przygodę ze skokami, miał trudniej niż dzisiejsi młodzicy. – Na trening przyprowadziła mnie pani Jadzia, która założyła u nas w Zębie klub – opowiadał na przełomie wieku, kiedy cała Polska usłyszała o nim po raz pierwszy, gdy jako trzynastolatek skoczył na Wielkiej Krokwi 128 m.

Kiedy ruszała pierwsza edycja LOTOS Cup, Kamil Stoch kończył już wiek juniora. Nie mógł brać więc udziału w rywalizacji. Wszyscy zdawali sobie jednak sprawę z tego, że ma ogromny talent. Kiedy padła propozycja, aby Kamila objąć programem stypendialnym, nikt w LOTOSIE nie wahał się ani chwili.

Związki mistrza olimpijskiego z Zębu z ówczesnym sponsorem trwają do dziś. Od 2011 r. Kamil jest ambasadorem LOTOS Cup. Napięty kalendarz Pucharu Świata nie pozwala mu wprawdzie przyglądać się rywalizacji dzieci i młodzieży, ale na wrześniowe podsumowanie kolejnych edycji LOTOS Cup zjawia się praktycznie co roku.

Z LOTOS Cup do kadry

Wszyscy znani nam zawodnicy młodsi od Stocha to wychowankowie LOTOS Cup. W pierwszych edycjach niekwestionowanym królem turnieju był Klemens Murańka. W premierowym LOTOS Cup Klimek uzyskał aż 214 pkt przewagi nad Bartłomiejem Kłuskiem. Wygrał także mistrzostwa świata dzieci. Później dorzucał kolejne medale na mistrzostwach świata juniorów, zarówno indywidualnie, jak i w drużynie. Gdyby nie problemy ze zdrowiem, Klimek miałby pewne miejsce w dorosłej reprezentacji. Po igrzyskach w Soczi Wojciech Fortuna twierdził, że to Murańka będzie następnym mistrzem olimpijskim. Wiemy, że słowa złotego medalisty z Sapporo się nie ziszczą, bo Murańka nie startuje w Korei, ale nie wszystko stracone. Skoczek ma dopiero 24 lata i jeszcze dekadę skakania przed sobą.

Podobnie sytuacja wygląda z następnym zwycięzcą LOTOS Cup Aleksandrem Zniszczołem. Dla niego także przejście z wieku juniora do seniora nie było bezbolesne. Wciąż jednak warto trzymać za niego kciuki



zawartość zablokowana

Autor: Krzysztof Oliwa


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się