Brak pomysłu

numer 1950 - 13.02.2018Publicystyka

Muszę się Czytelnikom pożalić, że dopadła mnie niemoc twórcza. Łażę z kąta w kąt już trzeci dzień i nie wiem, co mam napisać. Mógłbym w sumie ten jeden tydzień odpuścić, ale strach, bo z roboty wyleją. Państwo myślą, że ktoś w redakcji się przejmuje losem takiego nieboraka jak ja? Gdzie tam! Dzwonią, nękają i cisną o terminy, a u mnie w głowie pustka! Przypomniała mi się stara maksyma mojego śp. dziadka Rocha, który mawiał, że gdy człowiek ma jakieś zmartwienie, to powinien poszukać kogoś, kto ma jeszcze większe. Poszedłem za jego radą, rozejrzałem się uważnie dookoła i zobaczyłem, że nie u mnie jednego wiatr hula w głowie i nie ja jeden cierpię na brak pomysłu.

Na brak pomysłu cierpi także, i to od dawna, Angela Merkel. Nie, ja tego twierdzenia nie wymyśliłem, aby dowartościować własną próżność, ale oparłem się na tezach postawionych przez Toma Rogana, który na łamach liberalnego dziennika „Washington Examiner” opisał stan niemieckiej armii, nie pozostawiając na niej suchej nitki. Nie będę nikogo zanudzał przywoływaniem danych liczbowych – jaką część PKB Niemcy na zbrojenia wydają, a jaką wydawać powinny, gdyż niczego one nie wniosą. Wystraszył mnie opis agonalnego stanu niemieckiej obrony przeciwlotniczej i złej kondycji sił powietrznych.

Morał z „Pustynnej burzy”

Dlaczego stan niemieckiej obrony przyprawił mnie o drżenie rąk? Aby to wyjaśnić, muszę zabrać Państwa w daleką podróż w czasie i przestrzeni – do Kuwejtu z początku lat 90. XX w. Dokładnie chodzi o 17 stycznia 1991 r., kiedy ruszyła wielka kampania powietrzna w ramach operacji „Pustynna burza”, dowodzona przez amerykańskiego generała H. Normana Schwarzkopfa. Przez 43 dni statki powietrzne koalicji wykonały 90 tys. lotów zarówno bojowych, jak i wspierających. Przez półtora miesiąca, dzień i noc, samoloty USA i sojuszników niszczyły najważniejsze cele na terytorium całego Iraku, skupiając się głównie na stanowiskach dowodzenia i artylerii przeciwlotniczej wojsk Saddama Husajna. Dopiero po zakończeniu nalotów do walki weszły wojska lądowe i załatwiły sprawę w 100 godzin. Część naziemna operacji wyzwalania Kuwejtu trwała cztery doby i 28 lutego 1991 r. było po wszystkim. Mam nadzieję, że ten przykład uświadomił Państwu znaczenie lotnictwa, a także środków jego zwalczania we współczesnych, symetrycznych konfliktach zbrojnych i moja obawa o stan tej części niemieckiej armii znalazła zrozumienie. Konkluzja jest następująca – wszyscy potrzebują natychmiastowej, pozytywnej zmiany w niemieckich siłach zbrojnych.

Armia uzbrojona w kije od szczotek

Pozytywnej zmiany w niemieckich siłach zbrojnych nie da się dokonać bez wymiany ministra obrony, ponieważ dotychczasowa szefowa resortu Ursula von der Leyen kompletnie sobie na tym stanowisku nie radzi. Od czasu piastowania przez nią urzędu Bundeswehrą wstrząsają same skandale. Przypomnę tylko, że we wrześniu roku 2014 na manewry NATO w Norwegii Niemcy wysłali swoich żołnierzy z pomalowanymi na czarno kijami od szczotek zamiast karabinów, a wiosna 2017 r. przyniosła prawie jednocześnie aresztowanie porucznika oskarżanego o przygotowywanie zamachu terrorystycznego i niepokojące wieści o poniżaniu żołnierzy z jednostki w Pfullendorf. O takich drobiazgach, jak oskarżenia skierowane pod adresem samej minister o dokonanie plagiatu w rozprawie doktorskiej, już nie ma co wspominać, gdyż są one bez większego znaczenia w porównaniu ze skandalem dyplomatycznym, jaki wywołały jej słowa o wspieraniu opozycji w Polsce. Wypowiedziane nieopatrznie jesienią roku 2017 w telewizji ZDF, zostały uznane za niedopuszczalną ingerencję w sprawy suwerennego państwa i spotkały się z ostrą reakcją polskiego rządu



zawartość zablokowana

Autor: Tȟašúŋke Witkó


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się