Gdy zgaśnie latarka

numer 2165 - 27.10.2018Podróże

Dla Majów to święte miejsce. Ledwie 20 kilometrów stąd zwykli niegdyś składać ofiary bożkowi deszczu. Ofiary z ludzi. Do tej pory można znaleźć tam zwapnione ludzkie szczątki. W jaskini św. Hermana tego typu znaleziska raczej nam nie grożą. Na całe szczęście.

Wstawaj! Stefan, wstawaj! Już pora! Wychodzimy! – Kuba trąca mnie silnie w ramię.

– Gdzie, co? Już? – bełkoczę wybudzony.

– Kierowca czeka. Zatrzymał się specjalnie dla nas. Dawaj, zbieramy się – mówi.

Wychodzimy. Całe szczęście, że Kuba nie spał, trzymając cały czas rękę na pulsie. Dzięki niemu nie przejechaliśmy atrakcji, dla której de facto podróżowaliśmy do Belize.

Czuję się fatalnie. Najwidoczniej musiałem złapać jakiegoś wirusa. Dla osłabionego ciągłą wędrówką, niedospanymi nocami, całodzienną tułaczką organizmu to nic wyjątkowego. Wystarczy całonocna jazda w sąsiedztwie bardziej zakatarzonego potomka Majów i choróbsko gotowe. Nie spodziewałem się jednak, że będę to przechodził tak ciężko. Od dwóch dni ledwo powłóczę nogami. Każdą okazję związaną z wolnym czasem (oczekiwanie na pustkowiu na osamotnionym przystanku autobusowym, siedzenie w barze czy wreszcie przedwczesne przyjście na nocleg) wykorzystuję na drzemkę. Śpię, gdzie się da. Tak było i tym razem. Nie przeszkadzały mi ani rozszalała do granic możliwości muzyka, ani warkot starego diesla. Po prostu organizm się domagał. Zatem spał.

Teraz jednak pora na przebudzenie. Autobusu już nie ma. Zostaliśmy tylko we dwóch. Sami. I zielona ściana lasu. Ciekawe, że oprócz nas nikt tu nie wysiadł. Gdzieś czytałem, że narodowy park St. Herman’s Blue Hole to jedno z ważniejszych miejsc na turystycznej mapie Belize. Wyłączając atrakcje piaszczystego wybrzeża, chyba nawet najważniejsze. A ludzi nie widać, nie słychać. Mijamy niewielki, zarośnięty krzakami betonowy plac. Jak mniemam, kiedyś robił za parking. Też pusty.

Nieopodal wejścia do lasu widać znak ostrzegający przed jaguarem. O, robi się ciekawie. Pamiętam, że ostrzegano nas jeszcze przed wężami. W sumie trudno się dziwić. Wchodzimy na teren ciągnącej się nieprzerwanie setkami kilometrów puszczy



zawartość zablokowana

Autor: Stefan Czerniecki


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się