Mów do mnie genderowo… albo wcale

Niemcy \ Cora Stephan: Dla większości Niemców ten cyrk jest czymś zupełnie nieistotnym

numer 2278 - 15.03.2019Społeczeństwo

Mimo że Niemcy mówią językiem matczynym (die Muttersprache – mowa ojczysta), co sugerowałoby w tej materii pewien prymat pierwiastka kobiecego, elity nad Sprewą walczą o równość językową. Nie, nie dla poszkodowanych językowo mężczyzn, ale kobiet. Walka o odmaskulizowanie języka niemieckiego trwa w praktyce od początku lat 80., a jej końca nie widać. W roku 2019 niemieckie elity licytują się w prasie i na uniwersytetach o to, czy genderyzacja języka jest lewicową fanaberią, czy koniecznością dziejową domykającą walkę o równość płci. Ostatnio do głosu w tej sprawie coraz mocniej dochodzą konserwatyści.

Zaczęło się niewinnie. Od podkreślania w telewizji śniadaniowej, że program o gotowaniu jest przeznaczony dla „gospodyń domowych i gospodarzy domowych”, ale to były doraźne działania. Język potrzebował głębszej korekty. W 1980 r. w czasopiśmie „Linguistische Berichte” ukazał się artykuł „Zalecenia do unikania seksistowskiej mowy”. Autorów tego tekstu śmiało można zaliczyć do forpoczty genderowej lingwistyki, nazwiska takie jak Luise F. Pusch czy Senta Trömel-Plötz na stałe zagoszczą w głowach następnych pokoleń studentów germanistyki, anglistyki, literatury, ale nie tylko, jako autorytety w dziedzinie „języka równouprawnionego”.

W połowie lat 80. postępowi językoznawcy przeforsowali wstawianie w środek wyrazów dużej litery I dla podkreślenia, że liczba mnoga odnosi się do obu płci (to były czasy, kiedy Bundestag nawet nie śnił o tym, że za kilkadziesiąt lat ustanowi płeć trzecią). Przykład: zamiast zwrotu „Nauczycielki i nauczyciele” („Lehrerinnen und Lehrer”) zaczęto używać formy „LehrerInnen“ z dużym I pośrodku. I tak analogicznie zmodyfikowano wszystkie formy. Miało być równościowo. W 1993 r. eksperci doszli jednak do wniosku, że duże I zamiast krzewić równość, uwypukla żeński rodzaj. I lingwiści znowu stanęli przed dylematem nie do rozwiązania. Tym razem to kobiety stały się językowo uprzywilejowane.

Studentki – tak, terrorystki – nie, czyli równość selektywna

Pojawił się jednak jeszcze inny kłopot. Język niemiecki ma słabość do struktur łączonych. Eksperci łamali sobie głowę, co zrobić z takimi słowami jak „Bürgermeisterkandidat” (kandydat na burmistrza), składającymi się z dwóch słów, to znaczy – czy duże I należy wstawić w obu wyrazach.Jeżeli tak, wyszedłby z tego potworek „BürgerInnenmeisterInkandidatIn”, wyzwanie nawet dla fanów feministycznego nurtu w językoznawstwie. Pomysł nie przeszedł. Feministkom zaczęto poza tym zarzucać, że forsują duże I w słowach kojarzących się dobrze, a unikają go tam, gdzie wyraz ma negatywny wydźwięk, np. terroryści, zbrodniarze, gwałciciele etc. Przeciwnicy femilingwistek słusznie zwrócili uwagę, że kobiety też popełniają przestępstwa, bywają niebezpieczne i w ramach równouprawnienia nie należy dyskryminować takich kobiet… I tak w świecie postępowej lingwistyki doszło na tle dużego I do licznych zawirowań, co nie przeszkadza do dziś uniwersytetom w posługiwaniu się tym znacznikiem płci w ogłoszeniach zamieszczanych na uczelnianych korytarzach i gazetkach redagowanych przez studentów.

W ostatnich latach do dużego I doszła jeszcze gwiazdka genderowa, akceptowana przez środowiska queer, oraz podkre?lnik, kt?ry mo?e by? te? stosowany zamiast du?ego I. Wszystkie te znaczki maj? u?wiadomi? czytelnikowi, ?e?tekst, kt?ry otrzymuj?, nikogo nie dyskryminuje. Ta?niew?tpliwa rewolucja w?zapisie pewnych s??w nieraz rozbi?a si? o?ska?y zdrowego rozs?dku. W?Austrii na?przyk?ad, gdzie od?pocz?tku lat 90. du?e I?stosuje si? w?wi?kszo?ci instytucji ?ycia publicznego, zauwa?ono, ?e?osoby niewidome maj? problem w?poprawnym odczytaniu tre?ci zapisanych zgodnie z?genderow? wyk?adni?. Tam, gdzie mia?a by? r?wno??, zapanowa?o wykluczenie. Rewolucja jednak trwa. W?dyskusjach o?r?wnouprawnieniu j?zykowym jak bumerang wraca kwestia zaimka nieokre?lonego ?man?, kt?ry w?zdaniu po??czony z?3. osob? liczby pojeślnik, który może być też stosowany zamiast dużego I. Wszystkie te znaczki mają uświadomić czytelnikowi, że tekst, który otrzymują, nikogo nie dyskryminuje. Ta niewątpliwa rewolucja w zapisie pewnych słów nieraz rozbiła się o skały zdrowego rozsądku. W Austrii na przykład, gdzie od początku lat 90



zawartość zablokowana

Autor: Olga Doleśniak-Harczuk


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się





















-->