Problemy dawnych nauczycieli

HISTORIA \ Kto ma zapłacić za szkolną lampę naftową

numer 2278 - 15.03.2019Publicystyka

W oświacie nigdy kłopotów nie brakowało. Oto garść ciekawostek z międzywojennej Polski. Przykłady problemów ogólnopolskich i lokalnych, z którymi musieli się mierzyć dawni nauczyciele.

Na początek historia stara jak świat, czyli gdzie i ile mógł dorabiać nauczyciel. Normował to okólnik ministra wyznań religijnych i oświecenia publicznego z marca 1928 r. Jak określono w dokumencie, dotyczył on sprawy ubocznych zajęć nauczycieli.

Jak mógł dorobić nauczyciel?

Czytamy tam: „Nie wolno nauczycielowi oddawać się takiemu zajęciu ubocznemu, które mogłoby przeszkadzać w spełnianiu powinności zawodowych, nie odpowiada powadze zawodu lub mogłoby spowodować uzasadnione podejrzenia stronniczości lub interesowności”.

Zezwolenie na pracę uboczną wydawać można było jedynie, gdy stanowiło ono w sposób niewątpliwy składową część naukowej lub naukowo-pedagogicznej pracy nauczyciela i gdy jej wymiar był niewielki. Należało natomiast odmawiać zgody na wykonywanie jakiegokolwiek zawodu wolnego, przynoszącego materialne korzyści, jak praktyka lekarska, farmaceutyczna, kupiecka. Nauczycielom nie wolno też było udzielać zgody na pełnienie obowiązków urzędnika w jakiejkolwiek firmie prywatnej, a także w urzędzie.

Okólnik wyznaczał też liczbę godzin pracy na 36 tygodniowo. Można było dorabiać w szkołach prywatnych bez żadnych pozwoleń pod warunkiem, że nie przekroczyło się tam 10 godzin tygodniowo. Bezwarunkowo natomiast zabronione było udzielanie lekcji prywatnych pojedynczym uczniom lub ich grupom, jeśli byli to uczniowie szkoły, w której nauczyciel był zatrudniony. Zakaz ten obowiązywał także w przypadku, gdy dziecko zamierzało do danej szkoły uczęszczać w przyszłości.

Przy czym każdy nauczyciel powinien przed podjęciem dodatkowej pracy poinformować o tym swojego przełożonego w szkole lub zaniechać zajęć, które władze oświatowe uznawały za niestosowne.

Niedobrzy rodzice uczniów

Przed wojną uczniowie byli grzeczniejsi. Pewnie m.in. z tego powodu, że wówczas nauczyciele mieli nieporównywalnie większe środki dyscyplinujące krnąbrną młodzież. Panuje też opinia, że w tamtych czasach także rodzice bardziej szanowali nauczycieli. Ale jak się okazuje, nie zawsze. Świadczy o tym petycja zgłoszona w ministerstwie przez grupę pedagogów przed wakacjami w 1928 r. Złożyli oni memoriał w sprawie znieważania ich przez krewnych lub znajomych uczniów, uważających się za pokrzywdzonych przy stawianiu ocen. Domagali się, by ten problem jak najszybciej uregulować. W odpowiedzi na to Zarząd Główny Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego 12 września 1928 r. poinformował, że wystąpił w tej sprawie do Ministerstwa Sprawiedliwości.

Ówczesnym nauczycielom nie brakowało powodów do stresów także za sprawą ich przełożonych. O tym mówił nauczyciel i poseł Wojciech Wydra pod koniec marca 1939 r. Jego przemówienie było głosem podczas debaty nad budżetem Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego.

Bardzo krytykował relacje przełożonych i podwładnych w polskiej oświacie. Przy czym porównał je z panującymi w wojsku. I najlepiej zacytować tu część jego wypowiedzi: „W wojsku są różne instytucje, ale wszyscy podlegają jednym przepisom prawno-służbowym. Tymczasem w oświacie jest nadzwyczaj przykre, że każdy wizytator czy inspektor wprowadza pewne mody. Jeśli nauczyciel chce się cieszyć względami u swych przełożonych, to tej modzie hołduje



zawartość zablokowana

Autor: Damian Szymczak


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się





















-->