Nowy Jork i okolice: gry w ONZ, gry w USA

​FELIETON \ Hispanic i Polonia – mniejszości etniczne, bez których nie wygra się wyborów w Stanach Zjednoczonych

numer 2485 - 18.11.2019Felieton

Nowy Jork, Nowy Jork… Młoda kobieta o ciemnej karnacji na ulicy rozmawia przez komórkę po hiszpańsku. Ten język słyszy się tu bardzo często. Napisy po hiszpańsku na lotnisku i nie tylko to norma. Nie jest to żadna nowojorska specyfika. Tak jest w całych Stanach Zjednoczonych Ameryki.

Systematycznie rośnie procent obywateli USA, dla których mowa Cervantesa i Escrivy de Balaguera jest pierwszym językiem.

Kluczowe głosy Hispanic,

 kluczowe głosy Polaków

Hispanic mają coraz większe znaczenie w amerykańskiej polityce. Podkreślają swoje meksykańskie, kubańskie czy ogólnie latynoamerykańskie korzenie, szczycą się nimi, ba, sprzedają je politycznie i PR-owsko. Ci, którzy tych więzów nie mają, eksponują np. żony wywodzące się z tego kręgu kulturowego, a nawet uczą się hiszpańskiego, aby w ten sposób zdobyć serca bardzo wpływowego elektoratu. Analitycy pokazują, że nie da się wygrać wyborów prezydenckich bez wsparcia Hispanic. To wiedzą wszyscy.

Jednak coraz większa część ekspertów wskazuje też, że bardzo trudno wygrać wybory prezydenckie bez tzw. swing states: Michigan, Pensylwanii, Ohio, Florydy, Wisconsin. A to oznacza jedno: to amerykańscy Polacy wystąpią w roli rozgrywającego w przyszłorocznych wyborach, tak jak byli języczkiem (mało powiedziane) u wagi w prezydenckim wyścigu A.D. 2016. To dobra wiadomość dla Donalda Trumpa, ale przede wszystkich dla Polski, dla władz Rzeczypospolitej, które mogą umiejętnie ten lewar stosować, zaskarbiając sobie przychylność władz USA w sprawach dla nas strategicznych.

W dwóch miejscach na nowojorskich murach dostrzegam napisy w języku hiszpańskim, które po części są podróżą do przeszłości, a po części „umiędzynaradawianiem” wewnętrznych spraw państwa z sąsiedniego kontynentu. Jakiś lewicowy Chilijczyk oszpecił ściany napisami w kontrze do Pinocheta, ale też obecnego prezydenta Piñery. Jednak obcy mur tych wewnętrznych waśni nie przekreśli, trawestując Broniewskiego... Niech toczą walki na graffiti, choćby nawet na amerykańskiej ziemi, ale od lewaków zdecydowanie odstręczają mnie towarzyszące na murach lewicowym hasłom symbole sierpa i młota. W mojej ojczyźnie to się kojarzy jednoznacznie źle.

Polska msza w Nowym Jorku

Opodal coś znacznie przyjemniejszego. Folkowy, miejscowy, amatorski zespół gra na chodniku, w pobliżu kilka drzew, wielkomiejski zgiełk staje się nagle mniej głośny. Są starsi państwo i dzieciaki, ubrania z epoki. Część zespołu gra, część ucina sobie pogawędkę, jest swojsko, rodzinnie i bardziej ta scena pasuje do amerykańskiego „countryside” niż do Nowego Jorku. W pobliżu świątynia „frontem do klienta”: to Kościół episkopalny zaprasza codziennie (!), jak głosi stosowny plakat. Powstał w 1840 r., jest jedną z wielu wspólnot chrześcijańskich w tym wieloreligijnym mieście. Mnie jednak o wiele bardziej, jako Polaka i katolika, interesuje kościół pw. św. Stanisława Męczennika. Znajduje się na 101 East 7th Street. W każdą niedzielę po polsku są cztery msze św.: o 8, 9, 10.30 i 12. Biorę udział w tej w samo południe. Spora świątynia nie jest wypełniona. Miejscowy proboszcz podczas mszy usprawiedliwia parafian: w tym samym czasie są uroczystości zaduszkowe w „polskiej Częstochowie”, odległej od Nowego Jorku tylko o dwie godziny jazdy samochodem



zawartość zablokowana

Autor: Ryszard Czarnecki


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się