Szukając źródeł lekarskiej moralności

​ETYKA MEDYCYNY \ Pytanie o wartość fundamentalną, którą winna kierować się sztuka leczenia ludzi

numer 2488 - 21.11.2019Gospodarka

Nie ma, i to od dawna, jednej bioetyki czy etyki medycyny. I właśnie dlatego warto wracać do tekstów źródłowych, choćby do przysięgi Hipokratesa, ale nie tylko.

Różnice między bioetykami nie dotyczą tylko kwestii praktycznych: aborcji, eutanazji czy samobójstwa, lecz także głębszych sfer: rozumienia fundamentów moralności, człowieka i człowieczeństwa, relacji człowieka do świata, natury i jej poznawalności czy wreszcie podejścia do rozmaitych systemów religijnych. Wszystko to razem prowadzi do całkowitego – o czym pisze H. Tristram Engelhardt jr. – „upadku konsensusu” w dziedzinie bioetyki.

Nie istnieją ani wspólny język, ani wspólne założenia tej dziedziny wiedzy, a filozofowie, a niekiedy filozofujący lekarze, różnią się w każdej niemal kwestii. Co zrobić w takiej sytuacji? Jak spróbować odbudować choćby lokalną wspólnotę przekonań? Co zrobić, by szukać wspólnych nam wszystkim elementów etyki zawodu lekarskiego czy bioetyki?

Wydaje się, że optymalnym rozwiązaniem pozostaje powrót do korzeni, do pierwszych wieków rozwoju nie tylko medycyny, lecz także ściśle z nią powiązanej moralności, czyli do Grecji. Jest to tym bardziej oczywiste, że grecka medycyna – na co zwraca uwagę Werner Jaeger (niemiecki filolog klasyczny, autor słynnego dzieła „Paideia” – przyp. red.) – była nie tylko wiedzą, nie tylko sztuką, lecz także paideią, metodą wychowania cnotliwego człowieka i w ówczesnej swojej postaci „wzniosła się ona po raz pierwszy ponad poziom zwykłego rzemiosła i stała się jedną z naczelnych sił kształtujących życie kulturalne narodu greckiego”. Nigdy później medycyna jako gałąź wiedzy nie uzyskała już takiego statusu i nigdy nie traktowano medycyny jako modelu dla myślenia etycznego. I już choćby dlatego warto wracać do jej tekstów źródłowych, do fundamentów, na których zbudowana jest nasza cywilizacja i jej myślenie, i to – co ciekawe – niezależnie od jej religijnego zakorzenienia. Takim tekstem źródłowym – choć jestem świadomy, że medycyna, a nawet medytacja nad jej moralnym wymiarem, zaczęła kształtować się wcześniej, choćby w starożytnym Egipcie – pozostaje dla cywilizacji zachodniej tekst przysięgi Hipokratesa, która, nawet jeśli nikt jej już niemal nie składa, pozostaje określeniem symbolicznym przywołującym rozmaite formuły, jakie przybiera przysięga lekarska, wciąż składana przez adeptów zawodu lekarskiego.

Przysięga Hipokratesa jako rękojmia uczciwości sztuki medycznej

Aby dobrze zrozumieć kontekst powstania przysięgi Hipokratesa, trzeba powrócić do sytuacji historycznej medycyny w tym czasie. Nie istniało wówczas prawo medyczne, zawód lekarza nie był ograniczony regułami prawnymi, a po Grecji wędrowały setki szarlatanów, którzy za nic mieli nie tylko reguły moralne, lecz także ówczesną wiedzę, a liczyły się dla nich wyłącznie środki finansowe. W takim świecie uroczyście składana przysięga, wraz z odwołaniem się do bogów, była jedynym wyrazem wiarygodności lekarza, a także zawierała najbardziej fundamentalne zasady moralne, których składający przysięgę miał się trzymać. Jej treść, choć pozostaje zakorzeniona w tamtym myśleniu medycznym, filozoficznym i kulturowym, wydaje się godna przypomnienia.

Nie będę tu przypominał wszystkich elementów przysięgi, bo nie ma na to miejsca, ale warto przywołać ten najważniejszy fragment, który stał się źródłem obrazy dla wielu współczesnych lekarzy i etyków. „Nie podam nikomu śmiertelnego leku, nawet jeśli będzie mnie prosił, ani nie udzielę nikomu takiej porady, jako też nie podam kobiecie środka poronnego” – głosi Hipokrates. To właśnie ten fragment lekarskiej przysięgi sprawił, że jest już ona niemal nieobecna na uczelniach medycznych. Dla pewnej części bioetyków to właśnie ten fragment pozostaje głównym powodem nieaktualności przysięgi. Zbigniew Szawarski przekonuje nawet, że nigdy nie można jej było tak traktować, już w czasach starożytnych bowiem aborcja była czymś absolutnie powszechnym i tylko jedna ze szkół, do której należał sam Hipokrates, była zdania, że aborcja (i eutanazja) powinna być zakazana. „Gdybyśmy mieli ów starożytny spór wyrazić w języku współczesnej filozofii, powiedzielibyśmy, że lekarze należący do pierwszej grupy, wywodzący się przede wszystkim z kręgów kultów religijnych i filozofii Pitagorasa, sądzili, że istnieje tylko jedna wartość fundamentalna, a jest nią życie. Życie jest święte i wobec tego nie należy nigdy zabijać. Współcześnie jest to stanowisko, które zajmuje etyka chrześcijańska. Lekarze należący do drugiej grupy byli pluralistami moralnymi – sądzili, że istnieje wiele równie ważnych wartości, że mogą one ze sobą kolidować i że może się zdarzyć tak, że inne wartości stają się ważniejsze niż życie” – wskazuje etyk medycyny.

Ten spór pozostaje oczywiście żywy, i to nie tylko na gruncie etyk świeckich, lecz także religijnych (bo warto przypomnieć, że judaizm i islam wcale nie są jednoznacznie i zawsze przeciwko aborcji, różnicując swoje podejście w zależności od rozmaitych okoliczności), ale… W historii ludzkiej myśli, aż do czasów współczesnych, zwycięzcą pozostaje myślenie hipokratejskie, które uznaje za wartość fundamentalną właśnie ludzkie życie. Zbigniew Szawarski ułatwia sobie zresztą polemikę z takim podejściem, od razu bowiem odsyła do kategorii religijnych i wskazuje, że „życie ludzkie jest święte”, co wprowadza do elementu filozoficznego i etycznego element religijny. W istocie zaś sformułowanie „wartość fundamentalna” może i powinno być rozumiane z perspektywy świeckiej, pozbawionej konotacji religijnych, jako „wartość, na której bazują wszystkie inne wartości”. Nie można mówić o innych wartościach (zdrowiu, jakości życia, wygodzie, szczęściu), jeśli człowiek nie żyje, i to właśnie dlatego obrona wartości życia powinna zostać fundamentalnym zadaniem każdej etyki, w tym także etyki medycyny. Oczywiście rozwój technik medycznych, a także głębokie zmiany obyczajowe zachwiały takim myśleniem, ale nie sądzę, by można było – bez poważnych szkód dla etosu medycyny – odrzucić akurat to założenie. Odrzucenie zasady fundamentalnej wartości życia gruntownie zmienia etos lekarza i wprowadza do niego niespotykane wcześniej elementy, choćby ten dotyczący decydowania o tym, kto ma prawo do życia, a kto go nie ma.

Bez transcendencji nie ma moralności

Tego fragmentu nie da się zrozumieć bez poprzedzającego go wezwania, które uświadamia, jakie są prawdziwe źródła tego myślenia. „Przysięgam na Apollona lekarza, na Asklepiosa, Hygieję, Panakeję, na wszystkich bogów i boginie, czyniąc ich świadkami, że będę podług mej zdolności i mego sądu wypełniać tę przysięgę i ten zapis” – wskazuje Hipokrates. A te słowa odsyłają nas do transcendencji, do istnienia sił wyższych niż człowiek, które mają być gwarantem wiarygodności składanej przysięgi



zawartość zablokowana

Autor: Tomasz P. Terlikowski


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się














#DziękujeMyZaOdwagę
reklama